16 luty 2025.
Po trzech dniach żeglugi z Punta Arenas przez malownicze fiordy i lodowce Patagonii nasz statek zakotwiczył w porcie. Zobacz poprzedni odcinek tego rejsu:

Puerto Chacabuco jest małym miasteczkiem w Patagonii, w południowym Chile. Jest ono położone na końcu fiordu, daleko od otwartego oceanu, w linii prostej prawie 150 kilometrów. Port jest tylko dla małych jednostek pływajacych, dlatego nasz statek stał na kotwicy. Miasteczko to jest znane jako punkt wypadowy do Patagonii.
Puerto Chacabuco stało się głównym portem prowincji Aisén w 1991 r., po tym jak popioły i erozja spowodowane wybuchem wulkanu wpłynęły na żeglowność rzeki Aisén, co spowodowało przeniesienie portu z pierwotnej lokalizacji w mieście Port Aisén.

Na molo do którego dopłynęliśmy szalupą statkową jest napis „Witamy w Bramie chilijskiej Patagonii”. Dla nas, dla odmiany, było to pożgnanie, bo płynęliśmy z południa na północ.

Dzielnica z domami z czerwonymi dachami.

Hotel Loberias del Sur ma ładny widok na fiord i znajduje się obok parku.

Trochę dalej od wody domy mieszkalne wyglądają trochę mniej reprezentacyjnie, niż te z czerwonymi dachami na wcześniejszym zdjęciu.

W pobliżu ratusza jest centralny plac, gdzie zwykle spotykają się mieszkańcy i oczywiście turyści ze statków. W dniu przypłynięcia statku pasażerowie wychodzący na brzeg znacznie przekraczaja ilość mieszkańców tego małego miasteczka. Oferowane są liczne wycieczki, żeby rozwieść gości po okolicy, bo w samym miasteczku niedużo jest do zwiedzania.

My trochę zmęczeni intensywnym zwiedzaniem poprzednich miast, chcieliśmy mieć trochę relaksu i spacerowo na luzie poszliśmy za miasto. Po drodze oglądaliśmy utopione w zieleni domki mieszkalne. Takie obrazki bardzo różniły się od tego, co jeszcze tak niedawno oglądaliśmy na Antarktydzie i Przylądku Horn. Mieliśmy wrażenie, jakby z dnia na dzień zmieniały się dla nas pory roku.

Ciekawie wyglądały kapliczki przy drodze ustrojone świeżymi kwiatami.

Doszliśmy do sąsiedniej zatoki Puerto Ensenada, której widok bardzo przypominał mi nasze domowe plenery w rejonie Vancouver.

Wracając do portu poszedłem zobaczyć, chyba jedną z głównych lokalnych atrakcji, wrak statku. Niedaleko brzegu znajduje się Viña del Mar, statek pasażerski z 1911 roku, który rozbił się u wybrzeży Puerto Chacabuco w 1963 roku.

Wrak ten stanowi naturalny falochron dla przystani małych łódek.
17 luty 2025. Puerto Montt
Następnego dnia zakotwiczyliśmy w Puerto Montt.

Miasto to wprawdzie jest duże, bo żyje tu ponad 280,000 mieszkańców, ale pirsu dla dużych statków pasażerskich niema. To miasto portowe, znane jest jako brama do Andów i patagońskich fiordów, które zaczynają sie troche dalej na południe.
Tym razem wybraliśmy się na wycieczkę do pobliskich dwóch miasteczek turystycznych leżących nad jeziorem Llanquihue.
Frutillar
Najpierw pojechaliśmy do odległego o 40 km miaste Frutillar, które leży na zachodnim skraju rozległego jeziora Llanquihue na wysokości tylko 62 metry nad poziomem morza. Miasto to ma około19.000 mieszkańców.

Z miasta tego jest spektakularny widok na wulkan Osorno, który ma wysokość 2652 metrów, Jest on na południowo-wschodnim brzegu jeziora Llanquihue w odległości ponad 45 km od miasta Frutillar. Osorno jest uważany za symbol lokalnego krajobrazu. Według niektórych definicji wyznacza północną granicę chilijskiej Patagonii. Jest on stale aktywny. Podczas erupcji pyły wulkaniczne dolatywały do Frutillar.

Teatro del Lago (Teatr Jeziora) to duży, przeszklony teatr i sala koncertowa na brzegu jeziora Llanquihue. Po 12 latach budowy otwarto go w 2010 roku. Może pomieścić ponad 1200 osób na różnych scenach i w pomieszczeniach. Jest on całkiem imponujący jak na tak małe miasto.

Obszar nadbrzeżny Frutillar, znany jako Frutillar Bajo, jest najbardziej malowniczą częścią miasta. Plaże są piaszczyste, ale miejscami bardzo ciemne, można powiedzieć, że nawet czarne od popiołów wulkanicznych.

Frutillar znane jest jako miasto muzyki i co roku odbywa się tu ważny festiwal. Wzdłuż pięknego nabrzeża znajdziemy różnorodne rzeźby nawiązujące do elementów muzycznych. Ten, który spodobał mi się najbardziej, to pełnowymiarowy fortepian znajdujący się zaledwie kilka metrów od plaży.

Urząd miejski czyli ratusz

Jak wszędzie tam, gdzie docierają turyści, ustawione są stragany i budki, w których sprzedawane są, tak zwane pamiątki.

Naszą uwagę zwrócił budynek, przed którym był napis „Kopernik” w czystej polskiej pisowni. Nie miałem czasu, żeby dowiedzieć się coś więcej o tym stylowym budynku. Na necie też nie mogłem znaleźć nic więcej oprócz informacji: „Dziedzictwo Frutillar”.

Idąc wzdłuż nabrzeża Frutillar widzieliśmy kościół luterański. Jego budowa miała miejsce w latach 1929-1934 i jest on w stylu neogotyckim, z piękną wieżą. Tak jak ten kościół, miasto charakteryzuje się drewnianymi budynkami w stylu niemieckim, odzwierciedlającymi jego kolonialną przeszłość.
Wracając do Puerto Montt odwiedziliśmy drugie miasto, które położone jest na tym samym brzegu jeziora Llanquihue.
Puerto Varas

Puerto Varas to bardziej urokliwe miasteczko, oddalone zaledwie o 20 km od Puerto Montt. Liczy ono ponad 37 tysięcy mieszkańców.

Znowu wspaniałe widoki na ten sam ośnieżony wulkan Osorno.

Plaże też mają ciemny piasek.

Groty Lourdes, znajdują się u stóp tradycyjnego kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa,

Puerto Varas, znane również jako „La Ciudad De Las Rosas” lub „Miasto Róż”, co widać przy Grocie Matki Boskiej.

Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa został zbudowany w 1912 roku i odrestaurowany w 2006 roku. Jest miejscem modlitwy dla mieszkańców Puerto Varas i odwiedzających turystów, a także sceną koncertów i wydarzeń społecznych.
Po zwiedzeniu tych dwóch miast wróciliśmy do Puerto Montt.

Bulwar nadmorski

Neoklasycystyczna katedra miasta, zbudowana z drewna w XIX wieku, góruje nad placem Plaza de Armas. W pobliżu znajduje się Casa del Arte Diego Rivera, w którym wystawiane są współczesne prace lokalnych i krajowych artystów.

Pomniki bohaterów narodowych.

W informacji turystycznej powiedziano nam, że koniecznie musimy zobaczyć ten, moim zdaniem pomnik wyglądający jak kicz. Starałem się uszanować to i ustawiłem się do zdjęcia przed tym „dziełem sztuki”.

Kawałek dalej, też przy bulwarze nadmorskim, obok dworca autobusowego jest muzeum kolejnictwa na świeżym powietrzu. Ciekawie wyglądają zabytkowe parowozy pomalowane na różne kolory.

To był ostatni port odwiedzony w tym rejsie, jeszcze tylko jeden dzień na oceanie i wyokrętowanie w porcie San Antonio.

Zobacz inne odwiedzone miejsca w tej podróży: