2018.08 Rejs „Varsovią” po Pacyfiku do gorących źródeł

W poprzednim roku, moją „Varsovią” żeglowałem tylko po wodach osłoniętych w rejonie Vancouver, ale chyba znowu zatęskniłem za bujaniem się na oceanicznej fali.

1 2018.08 sy Varsovia - Rejs do Hot springs Cove - Copy

Popłynąłem na zachodnie wybrzeże Wyspy Vancouver.

2 1843

Tym razem, moją załogą była Halina z Polski z grupy Onko-Sailing www.onko-sailing.pl i moja żona Ela, która dopływała promem lub dojeżdżała samochodem na ciekawsze odcinki pływania.

3 1718

Zacumowaliśmy do pomostu w zatoce Butchart Gardens i na dinghy dopłynęliśmy do bramy wejściowej parku.

4 1658

Nasza trójka wspólnie zwiedzała ten sławny park gdzie można podziwiać niezliczone ilości najróżniejszych kwiatów.

5 1436

Można też pogłaskać ryjek lub dać buzi…. sympatycznej śwince.

6 1726

W Sidney Spit Marine Park, była wyjątkowo niska woda i jedyne miejsce przy pomoście, do którego mogłem zacumować było krótsze niż połowa długości „Varsovii”.

7 1746a

Dalej odwiedziliśmy Victorię, stolicę Kolumbii Brytyjskiej, gdzie „Varsovia” cumowała w eleganckiej marinie w centrum miasta przed Parlamentem.

8 1765

Dla odmiany z drugiej strony, niedaleko mariny był widok jak zburzona Warszawa po powstaniu. Z zabytkowego domu pozostała tylko ściana elewacji, za którą powstawał luksusowy budynek z apartamentami.

9 1770

Po wypłynięciu z Victorii, cieśnina Juan de Fuca, która słynie z silnych sztormowych zachodnich wiatrów, czyli dla nas przeciwnych, przywitała nas bezwietrzną pogodą.

10 1775

Orki pokazywały się obok burty „Varsovii”.

11 2035

Słaby wiatr, ale „na motyla” płynęło się bardzo przyjemnie.

12 2080

Po prawie dobie żeglugi i nocnym wejściu do portu pomiędzy skałami, zakotwiczyliśmy w Bamfield.

Z tego porciku był tylko jeden skok do Barkley Sound, rejonu wysepek Broken Grup, gdzie znajduje się Park Narodowy.

13 1802

Na jednej z tych wysepek jest rezerwat indiański

14 2143

Jest tam ciekawy napis, co można a co nie można robić na tej indiańskiej ziemi.

15 1794

Po bujaniu się na oceanicznej fali, Halina próbowała rąbać drewno na zimę dla Indian mieszkających w tym rezerwacie.

16 2052

Niestety nie mieliśmy szczęścia do widoków, ponieważ dymy z palących się lasów dotarły tutaj na wybrzeże Pacyfiku i znacznie ograniczały widoczność. Zachodzące słońce widać było z czerwoną obwódką. Do tego czasami dodawały się regularne mgły.

17 1905

Do Ucluelet na zachodnim wybrzeżu Wyspy Vancouver przyjechała samochodem moja żona Ela i wspólnie zwiedzaliśmy okolice.

18 1874

Zachodnie wybrzeże Wyspy Vancouver jest bardzo długie, ale jest tylko około 30 km drogi biegnącej wzdłuż oceanu, od Ucluelet do Tofino. Po drodze jest park narodowy „Pacific Rim” z długą piaszczysta plażą „Long Beach”.

19 1914

Sztormowe wiatry wiejące od oceanu powodują, że drzewa rosną przechylone.

20

Halina „dorobiła się” domu w Kanadzie. Miała też okazję spróbować jak smakują kraby.

21 2801

Po trzech dniach wspólnego zwiedzania ruszyliśmy dalej. Zaraz po wyjściu z portu Ucluelet gęsta mgła całkowicie zakryła widoki miejsc, które wcześniej oglądaliśmy od strony lądu. Widoczność spadła do kilkudziesięciu metrów, czasami nawet mniej. Małe motorówki wędkarzy, łowiących w pobliżu wyjścia z poru, wyłaniały się ze mgły jak widma. Trzeba było bardzo uważać, bo oni bujali się na fali oceanicznej bez radaru i nie widzieli, co dzieje się dookoła.

22 2809

Dobrze, że na moim radarze widziałem wszystko, co działo się na wodzie.

23 2743

W pobliżu Tofino wyłonił się ze mgły żaglowiec, który wyglądał w tej scenerii jak sławny „Latajacy Holender”. Pomachaliśmy sobie rękoma i za chwilę schował się we mgle jak widmo, które pokazuje się i znika. Miałem chwilę zadumy i myślałem, jak było kiedyś, kiedy pierwszy raz opływałem swoją „Varsovią” Wyspę Vancouver, bez radaru, GPS i map komputerowych. Współczesnym żeglarzom wydaje się, że to nie możliwe, ale tak kiedyś pływano i świat istniał bez komputerów i nawigacji elektronicznej.

24 1920

Mijając Tofino, na chwilę mgła podniosła się i w pięknym słońcu oglądaliśmy panoramę miasta.

25 1924

Niestety za chwilę znowu wpłynęliśmy w gęstą mgłę i tak było już do końca drogi do Hot Springs Cove.

26 2852

Dopływając do pomostu w tej zatoczce, mgła podniosła się.

27 1952

Od pomostu biegnie ścieżka z desek na palach i prowadzi do gorących źródeł, około dwa kilometry przez gęsty las.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Te gorące źródła są jedną z największych atrakcji zachodniego wybrzeża Wyspy Vancouver, dlatego przybywa tutaj bardzo dużo turystów.

29 1993

Można się tutaj dostać tylko wodą albo samolotem.

30 1967

Pomimo tego przy źródełkach chwilami jest duży tłok, szczególnie jak jednocześnie przypłynie z Tofino kilka komercyjnych łódek i samolotów z turystami.

31 1977

Chwilami, pomiędzy kolejnymi grupami turystów mieliśmy okazje kąpać się pod gorącym wodospadem tylko we dwoje.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Albo wygrzewać się w wannie z gorącą wodą.

Hot Springs Cove był naszym docelowym punktem i zaczęliśmy powrót do Vancouver.

Po drodze odwiedziliśmy na jedną noc Tofino, bo poprzednio byliśmy tam z Elą, która przyjechała samochodem. Potem jeszcze raz zatrzymaliśmy się w Bamfield.

Całą Cieśninę Juan de Fuca przepłynęliśmy w gęstej mgle i dymie. Potem zaczął się sztorm.

33 2028

Te wieczorne 35 węzłów, dopadło nas przed wejściem do portu Sooke, ale z rufy i wiało tylko kilka godzin. „Varsovia” trzymała się bardzo dobrze.

34 3240

W porcie oglądaliśmy zachód słońca w dymie palących się lasów. Dobrze, że widoczność przed wejściem do portu poprawiła się. Widać było już ponad 1 Mm, bo wcześniej było znacznie gorzej.

35 2043

Foki z zainteresowaniem przyglądały się nam, czyli intruzom przybyłym do ich królestwa.

36 3444

Po sztormie zaświeciło słońce, trochę zamglone, ale przyjemnie było żeglować z żaglami ustawionymi „na motyla”.

Po drodze odwiedziliśmy urocze miasteczko Ganges na wyspie Salt Spring, tradycyjne miejsce odwiedzane przez hipisów, ale nie tylko bo ruch lotniczy wodnosamolotów jest tam bardzo duży.

37 3439

Zawsze mówię, że jak komuś jacht płynie za wolno to nich sobie kupi samolot. W Kanadzie nad Pacyfikiem te dwa środki lokomocji niemal ocierają się o siebie.

38 3514

Kolejnym miejscem odwiedzonym w tym rejsie była cicha zatoczka Pirates Cove Marine Park.

Na koniec odwiedziliśmy Newcastle Marne Park w Nanaimo, gdzie kiedyś organizowałem liczne spotkania żeglarzy polonijnych z Vancouver.

 

Trzy tygodnie pływania w słońcu mgle, dymie od palących się lasów i sztormie to wszystko, co może spotkać żeglarza na tych wodach. Zabrakło tylko deszczu, ale za to radar napracował się wyjątkowo dużo. Pomimo tego rejs był bardzo ciekawy i urozmaicony. Najczęściej pływam moim jachtem samotnie, ale tym razem żeglowałem z Haliną z Onko-Sailng, która przyleciała z Polski. Rejs ten na pewno będę wspominać bardzo miło.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s