2006.10 s/y „Stary” w Vancouver

Filmy – Jacht „Stary” z młodzieżową załogą przypłynął z Polski przez lody Arktyki „Northwest Passage” latem 2006 i zawinął do Vancouver, gdzie był witany i goszczony przez polonię podczas ponad miesięcznego pobytu. Koordynatorem powitania i pobytu załogi w Vancouver był Jerzy Kusmider.

 

video(2)Powitanie w Vancouver na Granville Island, 29.10.2006

video(3)Wodowanie na Granville Island, 07.11.2006

video(4)Pożegnanie na „Pathfinder III”, 22.11.2006

 

Powitanie jachtu „Stary” w Vancouver, BC 

Jerzy Kuśmider z Kanady

Niedziela 29-ty października 2006 r., jest rano i jadę samochodem do mariny na swoją „Varsovię”. Prawie miesiąc przygotowań, setki e-maili, rozmów telefonicznych, spotkań, różnych uzgodnień i właśnie dzisiaj ma być finał tych nieprzespanych nocy przy komputerze oraz wielokrotnie zadawanych pytań: czy dopisze pogoda, tak jak było na powitaniu s/y „Nekton”? 
Prognoza i ostrzeżenie sztormowe przeraża mnie. Nie martwię się o swoją „Varsovię”, jak zawsze wierzę, że ona da sobie radę. Tym bardziej dzielny s/y „Stary”, który sprawdził się w lodach Arktyki i dopiero na otwartym oceanie wywrócił się. Jego maszt znalazł się pod wodą, stalowa burta wytrzymała, ale drewniana wewnętrzna wykładzina burty nie, bo została rozbita głową załogi. Nie mówiąc już o zniszczonym sprzęcie na pokładzie, pogniecionych beczkach po paliwie i rozbitych innych drobiazgach. 

Tymczasem jadąc samochodem, widzę powyłamywane gałęzie drzew, które fruwają w powietrzu. Pierwszy w tym roku w Vancouver, jesienny sztorm pokazuje swoją siłę. Wiem, co oznacza to na wodzie i czego można oczekiwać. Po południu ma się wydmuchać, ale zadaję sobie pytanie: dlaczego wieje właśnie teraz, podczas tych kilku godzin od dawna zaplanowanego czasu powitania? Za chwilę słyszę mój telefon komórkowy, Janek Pietrzak mówi, że jest z Ewą na swoim katamaranie „Skana Sting” i trzy na wyjście z mariny. Dookoła na wodzie widzi białe grzywy fal i mówi, że nie ma szans wypłynąć pod tak silny wiatr, a tym bardziej dotrzeć na czas przywitania. Decydują się przyjechać samochodem i dołączyć do załogi „Varsovii”. 

Godzina 10:30 w False Creek. Sztorm nie wygląda tak groźnie i zbierają się załogi szykujące się do powitania. Na „Varsovię” okrętuje się Urszula Pawłowska-Rojek – Konsul RP w Vancouver, Claudia – żona Dominika, jednego z kapitanów jachtu „Stary” i Marcin, oboje członkowie nowej zmiany załogi oraz Ewa i Jan Pietrzakowie, którzy nie dopłynęli swoim jachtem. Jest niecodzienny tłok, ale nastrój wspaniały. Wspólne zdjęcie i wypływamy. 
Na topie masztu powiewa olbrzymia biało-czerwona flaga z orłem. Podpływa my do burty „Pathfindera III”, żaglowca Jurka Łubisza, na którym zbiera się liczna polonijna grupa żeglarzy, ich wesoły nastrój słychać już z daleka. Za chwilę dołącza również Włodek Szaryk z załogą na „Five Shillings” i trzy nasze jednostki wypływają z False Creek. Niestety Włodek szybko wraca do mariny, bo nie daje rady płynąc pod tak siny wiatr i falę. 

Na „Varsovii”, tak jak w piosence żeglarskiej: „Na pokładzie Zawiszy życie płynie jak w bajce….”, ale powoli wysoka fala, jaką serwuje Neptun, ostudza rozmowność części załogi. Zaczyna się choroba morska i kubełek z „darami Neptuna”, żeby opróżnić go za burtę, wędruje z mesy do zatłoczonego kokpitu przekazywany z ręki do ręki wesołej rozgadanej załogi. Po minięciu latarni orskiej Pt. Atkinson w Howe Sound fala trochę uspokaja się, ale wiatr jeszcze bardziej tężeje i na wodzie widać tylko białe spienione grzywy fal. Wołam przez UKF-kę inne jachty, które mają zamiar wypłynąć na powitanie i rozmawiam z nimi. W Horseshoe Bay stoi bohater dzisiejszego powitania, jacht „Stary”, który wpłynął tam na noc, żeby mieć, jakby się mogło 
wydawać, „dobry” punkt startowy do wypłynięcia na powitanie w Vancouver. 

Cumują tam też dwa polonijne jachty, jeden Polskiego Klubu Żeglarskiego, na którym jest filmowiec telewizji i liczni goście. Zenek Rembisz ze zmartwieniem mówi, że nie ma szans wypłynąć przy tak silnym wietrze, tak samo Mirek Horomański na swoim „Pisces”. Ze zmartwieniem przyjmuję do wiadomości, że te dwa następne jachty nie przypłyną na powitanie. Moi rozmówcy dziwią się i nie dowierzają, że „Varsovia” jest na wodzie blisko nich i przebija się przez te same spienione fale, które oni widzą ze swojej mariny. Mowię do nich, że u mnie wszystko jest OK, tylko skulona załoga siedzi w kabinie lub kokpicie i chowa się, żeby kolejne bryzgi fal nie zalewały jej. Za nami jest „Pathfinder III”, który dogania nas. S/y „Stary” zacumowany do pomostu, rzucany jest przez falę wchodzącą przez główki portowe i lata na wszystkie strony. Po pomoście nie można tam chodzić normalnie, bezpieczniej jest na kolanach. Wreszcie słyszę w UKF-ce to najgorsze, czego mogłem spodziewać się. Dobrze, że mam grubą wełnianą czapkę, bo z przerażenia włosy stają mi na głowie. Kapitan „Starego” mówi, że w tych warunkach wypłynięcie z portu jest zbyt ryzykowne i niebezpieczne. Myślę sobie, jacht który przepłynął przez lody jednej z najtrudniejszych tras żeglugowych, teraz nie może wypłynąć z naszego malowniczego porciku w West Vancouver? Rozumiem decyzję „Pierwszego po Bogu” na „Starym” i staram się nie nalegać. Dodaję tylko, że byłaby to wielka szkoda, bo bardzo liczna Polonia i przygotowane atrakcje czekają na nich w Vancouver.  

Wszyscy mamy nadzieję, że może wiatr trochę osłabnie i jakoś, nawet ze spóźnieniem, da się wypłynąć. Wreszcie słyszę dobrą wiadomość. Udało się chłopcom załatwić duży holownik, który wyciągnął „Starego” z pułapki wiatrowej, jaką okazała się w dniu dzisiejszym „zaciszna” Zatoka Podkowy Końskiej „Horseshoe Bay”. „Varsovia” jest już blisko wejścia do tej zatoki, ale nie widzimy się jeszcze, bo pomiędzy nami jest cypel półwyspu. Wreszcie jest! „Stary” wypływa, przebija się pod falę i wiatr ponad 40 węzłów w porywach. Na jego sztagu łopoczą malownicze proporce i flagi sponsorów wyprawy. W tej wiatrowej scenerii wygląda to wspaniale. W szumie wiatru słychać okrzyki powitalne. Pani Urszula – Konsul RP, w kokpicie bujającej się „Varsovii” otwiera butelkę. Korek strzela wysoko w górę i leje się szampan, po troszeczku rozlewa do kieliszków załogi „Varsovii” a całą butelkę chcemy podać na pokład „Starego”. 

Podpływamy bliżej jego burty, kolejna fala przenosi nas tak blisko, że czuję… że chyba uderzę w jego burtę. Załogi jachtów patrzą na to z przerażeniem, że za chwile będziemy mieli okazję sprawdzić wytrzymałość materiałów. Co mocniejsze: czy stalowa burta „Starego” czy fiberglassowa „Varsovii”? Znam możliwości mojego jachtu i delikatnym ruchem steru skręcam i płynnie zjeżdżamy z fali. Wszyscy odetchnęli z ulgą. 

Butelkę szampana trzeba jednak jakoś podać, żeby dzielna załoga „Starego” mogła wypić powitalny toast, już tutaj na wodzie. Krótka narada, jak to zrobić w bezpieczny sposób. Pani Urszula przygotowuje następną butelkę i wkłada ją do plastikowej reklamówki. Marcin zawiązuje taki pakunek na końcu bosaka i wystawia za burtę. Zaczynamy ponowny manewr zbliżenia się do burty „Starego”… już jego załoga trzyma butelkę i właśnie w tym samym momencie, kolejny zjazd z fali przechyla „Varsovię” na przeciwną burtę. Marcin puszcza bosak, który zostaje w rękach załogi „Starego”. 

Za chwilę na pokładzie „Starego” strzela korek i na dwóch jachtach pijemy wspólny toast. W pobliżu latarni morskiej Pt. Atkinson wiatr trochę słabnie i do akcji wkracza teraz „Pathfinder III”, który jest dużym kutrem żaglowym. Podpływa on do burty „Starego”, z którego przesiada się Kostek, filmowiec robiący film z całej wyprawy przez lody Arktyki. Powitanie w Vancouver ma być efektownym zakończeniem filmu. Z pokładu „Pathfindera III” podaje on przez UKF-kę instrukcje, jak się ustawiać do kamery, z której strony podpływać, gdzie słońce, itp. Tak, żeby wyszły lepsze ujęcia do filmu. Moje uwagi, przeliczanie odległości i czasu potrzebnego na planowe dopłynięcie, giną w tle „ważniejszych” zadań filmowych. 

W międzyczasie dołączają następne jachty: „Five Shillings”, który ponownie wyruszył w stronę witającej flotylli jachtów i Andrzej Nodzykowski na swoim „Bacardi Dreams”. W pobliżu Stanley Park, wiatr cichnie, fala uspokaja się do takiego stopnia, że trudno uwierzyć, że dwie godziny wcześniej tak niedaleko stąd walczyliśmy ze sztormem. Zbliża się godzina 15:00, planowany czas powitania. Na pomoście na Granville Island jest już duży tłum witających. Wszyscy są zmarznięci i z niecierpliwością czekają, kiedy pojawi się „Stary” w asyście polonijnych jachtów. O godzinie 15:30 jachty zbliżają się do mostu Burrard. Na rufie „Starego” załoga odpala świece dymną, a z „Varsovii” lecą w górę kolejno odpalane białe rakiety. Wspaniałe widok dla czekających na 
pomoście, licznych łódek i przypadkowych Kanadyjczyków, zaskoczonych tym niecodziennym wydarzeniem. Jest to dobre ujęcie do filmu, dlatego filmowiec Kostek uwija się jak może. „Pathfinder III” jako pierwszy dobija do pomostu, wysadza go żeby mógł on filmować dobicie „Starego” i za chwilę odpływa. 

Od strony wody widok pomostu wygląda bardzo malowniczo. Barwne stroje narodowe i biało-czerwone flagi dodają kolorystyki. Na samym froncie stoi Konsul Generalny RP w Vancouver Maciej Krych z małżonką. Trzyma w ręku tradycyjny chleb i sól, symbol powitania i staropolskiej gościnności. Towarzyszy mu para w kolorowych strojach narodowych. Za nimi bardzo okazale yglądająca rodzina góralska państwa Matygów. Na krawędzi pomostu widać jednakowo ubranych w koszulki i czapki klubowe żeglarzy z Polskiego Klubu Żeglarskiego w Vancouver. Stoją wyprostowani z rękoma założonymi do tyłu i są gotowi do odebrania cum 
dobijającego jachtu. Z głośników słychac, w dwóch językach, zapowiedzi i komentarze dotyczące dzisiejszego wydarzenia. łówną spikerką na pomoście jest Joanna Grabowski, producent Polskiego Programu Radiowego NOFA w Vancouver. Pomaga jej Ava Krakus, komentując w języku angielskim. Obie panie uwijają się jak mogą, uzupełniając wzajemnie swoje komentarze. 

„Varsovia” z panią Urszulą Pawłowską-Rojek – Konsulem RP na pokładzie, przepływa blisko pomostu. Z głośników słychać głos Joanny przedstawiającej panią Konsul, a następnie oklaski zebranych. Wreszcie zbliża się do pomostu dawno oczekiwany jacht „Stary”. Lecą cumy, które sprawnie odbierają i obkładają na knagach czekający cumownicy klubowi. Słychać różne okrzyki powitalne: „Witamy w domu – nareszcie”.Cała załoga wychodzi na pomost i ustawia się w szeregu. Z głośników słychać śpiew: „O Canada”, hymn kanadyjski śpiewany przez wokalistkę. Część zebranych dołącza się do śpiewu. Za chwilę Mazurek Dąbrowskiego, który śpiewają prawie wszyscy zebrani. Niecodzienne wydarzenie na popularnym vancouverskim spacerowym 
„deptaku”, jakim jest Wyspa Granville położona pod mostami w centrum wielkiego miasta. 

Jako pierwszy, wita załogę chlebem i solą Konsul Generalny RP w Vancouver, Maciej Krych wraz z małżonką i składa gratulacje. W międzyczasie pani Urszula wyokrętowuje się z „Varsovii”, która dobiła do lewej burty „Starego” i dołącza do reprezentacji konsulatu. Konsulowie przekazują pamiątkowe dyplomy dla wszystkich członków załogi „Starego” oraz tort z napisem: „100 lat dla załogi” i jednocześnie upamiętnienie setnej rocznicy pierwszego w historii przepłynięcia Północno-Zachodniego Przejścia w Arktyce przez Roalda Amundsena. 
Kolejne delegacje i przedstawiciele Polonii dochodzą do dzielnej załogi, witają i składają gratulacje. Kongres Polonii Kanadyjskiej Okręg w Kolumbii Brytyjskiej oraz Polskie Towarzystwo „Zgoda” reprezentuje prezes Ludwik Tokarczuk. Stowarzyszenie Polskich Kombatantów Koło nr 3 z Vancouver reprezentuje prezes Krzysztof Szafnicki. Polski Klub Żeglarski w Vancouver reprezentuje Zenon Rembisz. Polsko-Kanadyjskie Stowarzyszenie Taneczne „Polonez” reprezentuje prezes Robert Szpakowski. Grupę „Epizod” reprezentuje prezes Irena Gastomska. Związek Podhalan Oddział w Vancouver reprezentuje rodzina państwa 
Matygów, która wita i przekazuje załodze prawdziwy góralski „oscypek”. Na koniec powitania oficjalnych przedstawicieli organizacji dochodzi grupa żeglarzy z vancouverskiej Mesy Jachtowej. Ewa i Jan Pietrzak, przekazują przygotowany przez siebie wielki tort, na którym jest model jachtu „Stary”, który przebija się przez górę lodową z białego kremu na niebieskim oceanie, również z kremu. Na kadłubie i na żaglu modelu, są liczne napisy firm sponsorujących ten wielki rejs. Towarzyszą im ich dzieci w barwnych strojach narodowych i ja – Jerzy Kuśmider, koordynator całej ceremonii powitania s/y „Stary”. Za nami powitalny transparent „Gratulacje od Mesy Jachtowej z Vancouver”. 

Po tej pierwszej części powitania załoga „Starego” zaprasza wszystkich na pokład jachtu, gdzie za chwilę strzelają kolejne butelki szampana. Kapitanowie gaszą na torcie świeczki w kształcie napisu „100 lat”. W ten sposób, w setną rocznicę pierwszego przepłynięcia tej jednej z najtrudniejszych tras żeglugowych świata, symbolicznie kończą ten odcinek rejsu, przepłynięcie przez „Northwest Passage”. Zaczynają się luźne rozmowy, wymiana wrażeń, krojenie tortów i wspólne celebrowanie przywitania. 

Następnie cała załoga zbiera się na dziobie i wracamy do oficjalnych przemówień, kolejnych gratulacji i podziękowań. Czytam list gratulacyjny do kapitanów i załogi, który przesłał Sekretarz Generalny Polskiego Związku Żeglarskiego Zbigniew Stosio. Drugi list od Sekretarza Generalnego PZŻ jest podziękowaniem skierowanym do Polonii i organizatorów powitania w Vancouver. Następnie czytam list od rodziców kpt. Jacka Wacławskiego, którzy przekazują ciepłe słowa powitania i dziękują załodze jachtu „Nekton” za wspólny etap rejsu, a nam – organizatorom za pięknie przygotowane powitanie. Wiesław Natanek, członek załogi s/y „Nekton” dziękuje za wspólne płynięcie w lodach Arktyki dwóch jachtów i również gratuluje załodze „Starego”. Polski Klub Żeglarski w Vancouver przekazuje dla całej załogi s/y „Stary” koszulki i czapki klubowe. Znowu leje się po wszystkich zebranych 
musujący szampan, podobnie jak kilka godzin wcześniej zalewały pokład sztormowe bryzgi fal. 

W tym radosnym nastroju już nikt nie pamięta, że cała impreza powitalna mogła w ogóle nie odbyć się, gdyby nie pomoc holownika, który parę godzin wcześniej wyciągnął „Starego” z pułapki wiatrowej. Po tych wszystkich bardziej lub mniej oficjalnych punktach powitalnego programu, witający powoli rozchodzą się. Przy burcie „Starego” stoi przycumowana „Varsovia”, a przy stołach w mesach toczą się do późnych godzin wieczornych żeglarskie dyskusje i wspomnienia. Ja osobiście czuję ulgę i odprężenie, że ten prawie miesiąc intensywnych przygotowań i koordynacji całego powitania jest już za mną. Przydały mi się doświadczenia z wcześniejszego koordynowania przywitania s/y „Nektona”. Tym razem impreza była bardziej uroczysta. Jest w 
tym duża zasługa Konsulatu RP w Vancouver, który patronował przygotowaniom oraz nieocenionej Joannie Grabowski, która bardzo pomagała mi i podtrzymywała na duchu w trudnych chwilach. Zenon Rembisz reprezentujący Polski Klub Żeglarski dołożył dużo dobrej pracy, inicjatyw i pomysłów oraz dobrze kooperował w całości przedsięwzięcia. Trudno wymienić wszystkich którzy zrobili dużo lub mało, dzięki nim mieliśmy tak wspaniałą imprezę, która dla wszystkich pozostanie na długo w pamięci. 

Szkoda tylko, że zawiadomione i zaproszone kanadyjskie media całkowicie nie interesowały się tym wielkim osiągnięciem polskiej biało-czerwonej bandery jachtowej. 

Jerzy Kuśmider

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s