1981-1990 Polonijna działalność patriotyczna – Towarzystwo Przyjaciół Solidarności w Vancouver (TPS), „Association of Friends of Solidarnosc”

05.03.2021

Długo zastanawiałem się jak opisać ten temat, który dla wielu może być kontrowersyjny. Dla jednych Lech Wałęsa był bohaterem narodowym, a dla innych Tajnym Współpracownikiem „Bolek”. Generał Wojciech Jaruzelski, zbrodniarz, ale są też tacy, co uważają go za „obrońcę narodu” przed inwazją sowiecką. Musiałem poczekać prawie 40 lat żeby zabrać się do tego tematu. Zdaje sobie sprawę, że nie jestem w stanie napisać kompletnie historycznego opracowania. Chciałbym jednak zachować od zapomnienia kawałek historii, może dla przyszłych badaczy i tych, którzy będą potrafili wyciągać wnioski z tej historii. Dlatego z perspektywy tych lat wybrałem formę osobistych wspomnień i refleksji popartych archiwalnymi materiałami.

Pisząc to opracowanie próbowałem skontaktować się z wieloma żyjącymi jeszcze osobami, które działały w tamtych czasach. Niestety, bez konkretnej odpowiedzi. Odniosłem wrażenie, że większość z nich chciałaby wymazać z pamięci tamte lata i chyba czują się trochę oszukani, nawet dwukrotnie. Może po przeczytaniu tego opracowania odezwą się osoby, które chciałyby coś dodać. Nie jest to książka, której skład został zamknięty i oddany do druku. W każdej chwili na tej stronie internetowej mogę wprowadzić pewne uzupełnienia i korekty. Dlatego zachęcam wszystkich do zaglądania od czasu do czasu, na ten wpis, bo mogą pokazać się nowe informacje i fotografie.

Mój przyjazd do Vancouver

Z Polski wyjechałem w listopadzie 1977 roku. Moja droga emigracyjna była dość długa, o czym więcej piszę na stronie. Daleki Wschód, Japonia, HongKong . Po trzech latach mieszkania w Toronto, gdzie poznałem moją żonę Elżbietę, w końcu października 1981 roku przeleciałem do Vancouver. Zacząłem tu pracę inżyniera projektanta konstrukcji budowlanych w biurze projektowym. Na początek byłem sam, ale na święta i Nowy Rok wróciłem do Toronto gdzie 31 grudnia odbył się nasz ślub, po którym już razem przeprowadziliśmy się do Vancouver. W nowym miejscu od razu nawiązałem kontakty z Polonią i aktywnie włączyłem się do różnych form działalności.

Sytuacja i nastroje w Polonii.

W tamtych czasach zdecydowana większość Kanadyjczyków pochodzenia polskiego była nastawiona bardzo patriotycznie a agentura PRL-owska wydawała się trochę uśpiona. Pamiętam z wcześniejszego zamieszkiwania w Toronto, że jakakolwiek wizyta w konsulacie PRL była widziana przez polonię bardzo negatywnie. W Vancouver w tamtych czasach nie było konsulatu PRL. Ogólnie sytuacja była taka, że jak ktoś komuś nie podobał się to wystarczyło nazwać go komunistą, co nie podlegało dalszej weryfikacji i ocenie społecznej. Na wszystkich nowych przybyszów z Polski patrzono trochę z rezerwą, ale nie przeszkadzało to w okazywaniu dużej sympatii. Trzeba przyznać, że ludzie byli bardzo życzliwi i chętni do pomagania rodakom.

Pamiętam jak pierwszy raz przyszedłem do domu Polish Veterans Association in BC w Vancouver. Nie znałem wtedy nikogo i trochę nieśmiało wszedłem do weterańskiej sali klubowej. Po kilkunastu minutach już znałem dużo ludzi i poczułem się jak w domu. Oczywiście zaczęło się od typowych pytań: jak długo w Kanadzie, z jakich stron w Polsce itp.

W Toronto, gdzie mieszkałem wcześniej sytuacja polonijna wyglądała trochę inaczej. Przyjeżdżało tam znacznie więcej Polaków, natomiast do Vancouver bardzo mało. Ci, co byli nad Pacyfikiem, to głównie emigracja powojenna i trochę tych, co przyjechali za chlebem przed II Wojną Światową. Do tych dwóch grup dołączyły rodziny, które przyjechały z Polski. Dlatego każda nowoprzybyła osoba budziła duże zainteresowanie.

W Polsce w okresie legalnej działalności „Solidarności” powstała możliwość wyjazdów, bo władze PRL rozluźniły ograniczenia wydawania paszportów. Sporo osób mogło przyjeżdżać bezpośrednio z Polski. Inni czekali na załatwienie spraw w krajach przejściowych w Europie. Większość tych przybyszów osiedlała się głównie na wschodzie Kanady. Pod koniec okresu legalnej działalności „Solidarności” można było również zaobserwować w Kanadzie swoisty rodzaj emigrantów z Polski, którzy można powiedzieć, że uciekli przed „Solidarnością”, bo wyczuli rozpad komuny i utratę ich pozycji. Niektórych z tej kategorii można było rozpoznać, szczególnie jak został wprowadzony stan wojenny i rozwinęła się działalność PRL-owskich służb w Kanadzie.

13 grudnia 1981. Ogłoszenie stanu wojennego w Polsce, pierwsze reakcje Polonii.

Wiadomość ta dotarła do mnie w bardzo nietypowym miejscu, bo na polskim statku rybackim w porcie Vancouver. W tamtych czasach nie można było oglądać telewizji i filmów z Polski, nie było też Internetu. Na polskich statkach rybackich były projektory do wyświetlania filmów i dość duże filmoteki. Marynarze mieli możliwość oglądania polskich filmów i często można było wprosić się na taką projekcje. Mesa statkowa stawała się salą kinową dla załogi statku i gości. Podczas takiego seansu, wpadł do mesy wystraszony „Radzik”, czyli operator radiostacji statkowej i powiedział, że w Polsce jest wojna. Część widowni natychmiast pobiegła do kabiny radiowej. Oczywiście nie wszyscy zmieścili się w środku małej kabiny. Z szumu zakłóceń radiowych wyławialiśmy poszczególne słowa przerażających nas wiadomości.

We wtorek 15 grudnia, czyli dwa dni po ogłoszeniu stanu wojennego, do polskiego kościoła Św. Kazimierza w Vancouver przybyło na modlitwy bardzo dużo ludzi, o czym pisano również w prasie kanadyjskiej.

W tych dniach zapanowało ogólne przygnębienie Polaków mieszkających w Vancouver, bo po miesiącach nadziei i rozwoju ruchu „Solidarności” nastąpiło załamanie. Każdy martwił się o swoją rodzinę i znajomych w Polsce, szczególnie, że nie było kontaktów z nimi. Oficjalne i prywatne wiadomości były bardzo niedobre. Brutalne akcje ZOMO i wojska, tragiczna sytuacja opieki lekarskiej i braki zaopatrzenia w żywność i wszystkie podstawowe artykuły.

W tej sytuacji zaczęły powstawać zorganizowane formy pomocy dla kraju i Polaków, którzy w wyniku stanu wojennego znaleźli się w Vancouver. Należy tu przede wszystkim wymienić: Komisje Krajową Kongresu Polonii Kanadyjskiej Okręg w BC, organizacje polonijne oraz Komitet Pomocy „Solidarności”, „Vancouver Comittee for Solidarity with Solidarność”, który skupiał Kanadyjczyków polskiego i niepolskiego pochodzenia.

Komitet ten działał przez krótki okres czasu. Między innymi, w ramach swojej działalności wydrukował kartkę pocztową, na której można było wyrazić swój protest i wysłać bezpośrednio do generała Jaruzelskiego.

Dla odmiany, Kongres Polonii Kanadyjskiej BC wydał apel do Polonii i przeprowadził zbiórkę odzieży i środków medycznych, które w dwóch kontenerach zostały wysłane do Polski. Inne organizacje i osoby indywidualne też przystąpiły do działań w miarę swoich możliwości.

W drugą rocznicę powstania „Solidarności”, 30 sierpnia 1982 roku, Kongres Polonii Kanadyjskiej zorganizował publiczną manifestację na Robson Square. W ten sposób zwracano uwagę społeczności kanadyjskiej na sytuację w Polsce.

Prezes KPK BC Bolesław Wiliński w swoim wystąpieniu wzywał Rząd Kanady oraz rządy innych państw zachodnich do wprowadzenia sankcji na Związek Sowiecki, który był odpowiedzialny za sytuację w Polsce.

Głos zabrał również profesor Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej Bogdan Czaykowski. Jego wystąpienie wywołało żywą reakcję zebranej publiczności i okrzyki wzywające do uwolnienia z więzień w Polsce liderów i członków „Solidarności”. Trzeba podkreślić, że profesor Czaykowski, dziekan katedry Słowianistyki UBC, przez cały okres patriotycznej działalności polonijnej w Vancouver był ideowym autorytetem i doradcą udzielającym moralnego wsparcia. Był on bardzo lubiany i szanowany przez wszystkich, którym na sercu leżało dobro Polski i Polaków.

Tadeusz Kawecki reprezentujący „Vancouver Comittee for Solidarity with Solidarność” wzywał do nie aresztowania i nie represjonowania w Polsce marynarzy, wracających do kraju, którzy brali udział w strajku na polskim statku w Vancouver. Strajk ten odbył się po wprowadzeniu stanu wojennego.

12 grudnia 1982

W pierwszą rocznicę stanu wojennego Kongres Polonii Kanadyjskiej BC zorganizował specjalny koncert w celu zwrócenia uwagi społeczności kanadyjskiej i zebrania funduszy na dalszą pomoc dla represjonowanych osób w Polsce.

Moja początkowa działalność polonijna.

Zaraz po przyjeździe do Vancouver aktywnie włączyłem się do działalności: Zacząłem współpracę z Polskim Programem Telewizyjnym w Vancouver, którym kierował polski adwokat Andrzej Włodyka. Program trwał tylko pół godziny tygodniowo i był nagrywany w studio a później trzykrotnie powtarzany na antenie kanału 10. Moim pierwszym zadaniem było prowadzenie wywiadu z Tadeuszem Kaweckim, który był zaangażowany w pomoc marynarzom schodzącym z polskich statków rybackich. Duża część tego programu była poświęcona tematom związanym z „Solidarnością” i działalnością patriotyczną.

W tym samym czasie nawiązałem też współprace z Polskim Programem Radiowym „Polska Fala nad Pacyfikiem”, który prowadził Marian Różewicz na stacji CJJC. W ramach tego programu zostało nadane słuchowisko radiowe, typu szopka satyryczna pt. „Gniazdo Wronie”. Była to rozmowa tzw. Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON). Moją rolą w tym słuchowisku było odgrywanie Jerzego Urbana.

W tym czasie pracowałem zawodowo, jako inżynier i w związku z tym zacząłem działać w Stowarzyszeniu Techników Polskich w Kanadzie. Prezesem Oddziału w Vancouver była Elżbieta Ławrynowicz, a latem 1984 roku prezesem wybrano mnie. Więcej czytaj: Stowarzyszenie Techników Polskich w Kanadzie, Oddział w Vancouver . W ramach tej działalności już wiosną 1982 roku zorganizowałem kursy adaptacji zawodowej dla nowoprzybyłych inżynierów i techników. W tym okresie w Vancouver zaczęło osiedlać się bardzo wielu Polaków, w tym również inżynierów i techników. Wśród nich byli również ci, którym udało się wyjechać przed stanem wojennym. Po 13 grudnia, Rząd kanadyjski na ich życzenie automatycznie przyznawał na rok czasu tzw. „Ministerialny Permit” zezwalający na pobyt i pracę.

Marynarze schodzący ze statków.

Dużą grupą imigracyjną stanowili marynarze schodzący z polskich statków rybackich. W tamtych czasach port Vancouver był bazą licznych polskich statków połowowych i baz przetwórni firmy „Dalmor” i „Gryf”. Statki te łowiły ryby, głównie w rejonie Alaski a do Vancouver przypływały w celu wymiany i rekreacji załóg oraz remontów i zaopatrzenia. Przed ogłoszeniem stanu wojennego w Polsce ucieczki marynarzy z tych statków były bardzo rzadkie, ale po 13 grudnia było to zjawiskiem masowym. Żeby pozostać w Kanadzie marynarze ci najczęściej występowali o azyl polityczny.

Już w ciągu pierwszych dwóch tygodni po 13 grudnia, kanadyjski urząd imigracyjny podał, że wydano 28 ministerialnych zezwoleń na roczny pobyt i pracę w Kanadzie oraz przyjęto 26 podań o stały pobyt. Oprócz tych oficjalnych danych było wielu tych, którzy jeszcze nie opuścili statków, bo zastanawiali się i uciekali dopiero jak statek miał odpłynąć, albo ukrywali się korzystając z pomocy polonii.

Zorganizowana Polonia w Vancouver, głównie pod patronatem Kongresu Polonii Kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej zajęła się pewnymi formami pomocy schodzącym marynarzom. Prezesem był wtedy Bolesław Wiliński a jednym z bardziej aktywnych działaczy Julian Twaróg. Pomoc dla marynarzy była również organizowana i udzielana przez osoby indywidualne lub grupy osób.

Taką grupą był wspomniany wcześniej komitet: “Vancouver Comittee for Solidarity with Solidarność”. W którym działał Tadeusz Kawecki. Między innymi był on rzecznikiem jedynego strajku Niezależnych Samorządowych Związków Zawodowych „Solidarność”, który odbył się poza Polską w porcie Vancouver, na polskim trawlerze rybackim MV „Regulus” w dniu 14 i 15 stycznia 1982 roku.

Temat tego strajku i marynarzy schodzących ze statków jest bardzo szerokim zagadnieniem i z tego powodu może kiedyś postaram się napisać oddzielne opracowanie. W którym opiszę ich motywacje, obawy przed prześladowaniami rodzin w Polsce, procedury formalne i dalsze ich losy na kanadyjskiej ziemi a były bardzo różne, czasami nawet tragiczne.

Manifestacje publiczne.

Pierwsze demonstracje w Vancouver, zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce, były spontaniczną reakcją Polonii na terror reżymu generała Jaruzelskiego.

Demonstracje te miały za zadanie pokazanie sytuacji w Polsce i zwrócenie uwagi społeczności międzynarodowej w celu wywierania presji na władze PRL. Manifestowanie tylko przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce, dla Kanadyjczyków miałoby zupełnie inne wyobrażenie. Przeciętny Kanadyjczyk, świeżo pamiętał stan wojenny wprowadzony przez premiera Pierre Trudeau w roku 1970 w celu stłumienia ruchów separatystycznych w kanadyjskiej prowincji Quebec. Ciężko było im odróżnić, to, co się działo w Polsce i w Kanadzie podczas tych dwóch odmiennych tzw. stanów wojennych.

Żeby osiągnąć nasz cel, trzeba było bardziej koncentrować się na demaskowaniu totalitarnego systemu komunistycznego, co za tym idzie Związku Sowieckiego. Każda nadarzająca się taka okazja w Vancouver była dobrym pretekstem do działania. W dużej mierze to działało, ale niestety w Kanadzie już wtedy były bardzo lewicowe nastawienia, które szły od góry, od samego premiera Pierre Trudeau ojca obecnego premiera Justin Trudeau.

W tym czasie kanadyjska lewica była zajęta tak zwanymi „ruchami pokojowymi”. Vancouver nazwali oni strefą wolną od broni nuklearnej itp. Ogólnie lewicowa działalność sprowadzała się do kampanii antyamerykańskiej i atakowania naszego południowego sąsiada.

Polecam naukowe opracowanie na ten temat: „Solidarność” w cieniu Klonowego Liścia. Postawy polityczne Kanady wobec PRL w latach 1980–1989 (z uwzględnieniem działań Kongresu Polonii Kanadyjskiej) [w:] Polonia kanadyjska: przeszłość i teraźniejszość”. Red. W. Gliński, Warszawa 2016, s. 147–173: „Solidarność” w cieniu Klonowego Liścia – Postawy polityczne Kanady wobec PRL w latach 1980-1989

16 maja 1983. Wizyta sowieckiej delegacji pokojowej.

Publiczne spotkanie z tą delegacją odbyło się w byłym hotelu „Sheraton”, znajdującym się naprzeciwko City Hall, czyli ratusza miasta Vancouver. Jako ciekawostkę dodam, że ten ratusz, dzięki pomocy sowieckiej, wybudowany był w stylu Pałacu Kultury, tylko bez iglicy i dekoracyjnych ozdóbek oraz posągów „przodowników pracy”.

Takiej publicznej propagandowej imprezy nie mogliśmy przegapić i zebrała się dość duża grupa Polaków, którzy zjawili się żeby zadawać niewygodne pytania. Na wszelki wypadek rozlokowaliśmy się po kilka osób w różnych miejscach sali.

Sowieccy aktywiści próbowali promować swoją komunistyczną propagandę, ale zostali zakrzyczani przez widownie, głównie Polaków. Bardzo rzeczowe i trudne pytania zadawała z sali Stasia Małczyńska ówczesna kierowniczka Polskiego Programu Radiowego, dlatego ochraniarze wyrzucili ją z Sali. Bolesław Wiliński prezes KPK, również zabierał głos, ale nie dał się tak łatwo usunąć, bo z różnych stron sali słychać było okrzyki i ochraniarze byli zdezorientowani nie wiedząc ilu opozycjonistów jest obecnych w tym tłumie. Był to okres okupacji sowieckiej i wojny w Afganistanie. dlatego ten temat był najbardziej eksponowany w wypowiedziach i okrzykach typu: „Co robicie w Afganistanie” itp.

Była to pierwsza publiczna akcja grupy osób, która wkrótce stała się trzonem Towarzystwa Przyjaciół Solidarności w Vancouver (TPS).

W kanadyjskiej prasie ukazało się dużo artykułów na temat tej delegacji, publicznego spotkania i naszej akcji protestacyjnej. Tak jak napisałem powyżej lewicowe nastawienie widać było w tych artykułach, dlatego akcja ta dała dużo do myślenia i rozwinęła się dyskusja listami do redakcji. W tamtych czasach nie było Internetu i mediów społecznościowych i takie listy zastępowały późniejszy Face Book.

Bardziej zainteresowanych czytelników zachęcam do poczytania tych wycinków prasowych. W pisaniu takich listów najwięcej udzielali się: Bożena i Maciej Felsz, Bolesław Wiliński i czasami moja żona Elżbieta.

Nieformalna grupa wsparcia spraw „Solidarności” w „Lukasowie”.

Kongres Polonii Kanadyjskiej BC robił to, co mógł w sprawie pomocy dla kraju i informowania społeczności kanadyjskiej o sytuacji w Polsce. Inne organizacje polonijne też coś robiły, ale ich możliwości były ograniczone. Powstawały, więc różne grupy osób zaangażowanych w realizacje tych zadań.

Jedna z takich grup powstała w jedenastopiętrowym wieżowcu przy ulicy SW Marine Drive Nr. 725. Właścicielem tego budynku był Polak Leslie Lukas. Jego bardzo życzliwy stosunek do nowoprzybyłych Polaków powodował, że mieszkało tam bardzo dużo naszych rodaków i dlatego ten budynek nazywano dowcipnie „Lukasowo”. Pan Lukas pomagał też wielu nowoprzybyłym zatrudniając ich przy różnych pracach, jak na przykład malowanie, sprzątanie itp. Było to bardzo cenne dla nowoprzybyłych, którzy zwykle mieli problemy w znalezieniu pracy. Właśnie w tym domu zawiązała się nieformalna grupa, która postawiła sobie za zadanie robienia wszystkiego, co było możliwe w celu wspierania idei „Solidarności” oraz pomocy dla internowanych działaczy w Polsce. Działalność ta była bardzo spontaniczna.

Towarzyskie spotkanie grupy działaczy, mieszkańców i gości w mieszkaniu Elżbiety i Jerzego Kuśmidera w „Lukasowie” (zdjęcie z późniejszego okresu około roku 1984)

Byli to głównie młodzi ludzie, trzydziestolatkowie pełni energii: Bożena i Maciej Felsz, Piotr Jurkiewicz, Bogdan Idzikowski, moja żona Elżbieta i Ja, oraz trochę starsi Wiesław Majchel i właściciel budynku Lukas. Większość z tych osób przyjechała do Kanady jeszcze przed stanem wojennym, czyli zanim zaczęli przybywać z Polski pierwsi prawdziwi członkowie i internowani działacze „Solidarności”. Mieszkańców „Lukasowa” bardzo często odwiedzało dużo osób, które angażowały się w działalność wspierającą ruch „Solidarności”. W ten sposób rodziła się grupa, która później zawiązała zorganizowane formy działania.

Od lewej: Jerzy Kuśmider, Piotr Jurkiewicz, Bogdan Idzikowski.

Na początku przyjęliśmy zasadę aktywnej działalności bez formalnych struktur typu prezes, zarząd itp. Wbrew pozorom system ten funkcjonował bardzo dobrze, bo w gronie tych osób panowało wzajemne zrozumienie w realizowaniu wspólnie założonych celów. Trochę nas bawiło, jak liczne osoby indywidualne lub przedstawiciele organizacji polonijnych pytali, „kto jest u was prezesem?” Odpowiadaliśmy, że wszyscy. Taka forma organizacyjna eliminowała wszelkiego typu intrygi i wywieranie presji na pojedyncze osoby, co w konsekwencji mogłoby doprowadzić do „nagonki” np. na prezesa. Późniejsza historia tej organizacji potwierdziła słuszność tych założeń, bo nastąpiła infiltracja PRL-owskiej agentury.

Od samego początku organizowania się tej grupy można było liczyć na pomoc organizacji weterańskiej w Vancouver. Prezes Józef Stawecki wraz z żoną Stefanią, Bolesław Wiliński, Cecylia Zwańska, Hrabina Elżbieta Czetwertyńska i wielu innych wspierali jak tylko mogli, przede wszystkim udostępniając salę w budynku Polish Veterans Association in BC na różne spotkania i imprezy. Tak samo zawsze można było liczyć na pomoc Polskiej Parafii Św. Kazimierza.

Polska Parafia Świętego Kazimierza w Vancouver St.Casimirs.bc.ca zawsze wspierała działalność patriotyczną i celebrowała ważne rocznice z histori polski.

W tym okresie czasami przyjeżdżały do Vancouver różne ciekawe osoby, które miały do zaprezentowania coś, co było związane z działalnością wspierania ruchu „Solidarności”. Organizowano wtedy spotkania w większych lub mniejszych grupach, dlatego pomoc weteranów i kościoła w formie bezpłatnego udostępniania sali, była bardzo ważna.

Moralnym i ideologicznym wsparciem był profesor UBC Bogdan Czajkowski.

Pomoc dla rodzin internowanych członków „Solidarności” i więźniów politycznych w Polsce.

Ten punkt działalności towarzystwa był jednym z główniejszych. W tym celu prowadzono zbiórki pieniędzy i odzieży. Fundusze były zbierane różnymi sposobami: zbiórki do puszek przy okazji różnych imprez i demonstracji, dotacje osób indywidualnych oraz organizacji, dochód z koncertów i imprez, sprzedaż książek i różnych gadżetów jak np. znaczki, flagi i inne symbole „Solidarności”.

W pierwszym roku działalności, od momentu powstania towarzystwa do końca grudnia 1983 roku TPS przekazało dwa razy, za pośrednictwem paryskiej „Kultury” pieniądze na podziemną działalność „Solidarności”, w sumie CAD 110.00.

W tym miejscu trzeba zwrócić uwagę, że dolary prawie 40 lat temu miały, co najmniej kilka razy większą wartość plus przelicznik na złotówki. Ci, co żyli w tamtych czasach pamiętają, jakie były kursy wymiany „twardej” waluty na złotówki. Dla przykładu dodam, że paczka zawierająca jeden kilogram kawy ziarnistej razem z przesyłką kosztowała CAD 4.90.

Bogdan Idzikowski zbiera dotacje pod polskim kościołem. Na plakacie napis: „pomóż rodzinom więźniów politycznych w Polsce, bądź solidarny”

Oprócz zbiórek pieniężnych były też odezwy do Polonii o przekazywanie używanej odzieży i innych artykułów, których brakowało w kraju. Zbiórka odzieży szła chyba najłatwiej, ale niestety była najbardziej pracochłonna. Dużo osób, zamiast wyrzucać zużytą odzież do śmietnika oddawało ją na wysyłkę do Polski. Jeden z członków TPS udostępnił swoją piwnicę w domu w zachodniej części Vancouver i tam wszystko to było składowane. Przeglądanie i selekcja, co do śmietnika a co warte do wysyłki zajmowało bardzo dużo czasu. Dobrze, że w tamtych czasach w Vancouver nie było limitu objętości domowych śmietników, bo byłby to wtedy dodatkowy problem. Koordynacją i wysyłką tych paczek zajmowała się moja żona Elżbieta. Poprosiła ona księdza Michałowskiego, aby zwrócił uwagę w kościele, żeby ludzie zastanawiali się, co oddają. Pamiętam, jak ksiądz wtedy zagrzmiał z ambony i sytuacja trochę poprawiła się. Od tego kazania, selekcja odzieży była łatwiejsza. To, co nadawało się do wysyłki było rozdzielane do kartonów według podziału: męskie, damskie, dziecięce (chłopcy dziewczynki) itp. Podział taki był potrzebny, żeby nie robić masówki wysyłki kontenerów, które docierały nie wiadomo gdzie. Już wtedy mieliśmy sygnały z kraju o dyskusyjnej dystrybucji takich przesyłek. Postanowiliśmy potraktować to bardziej personalnie.

Z biura koordynacyjnego „Solidarności” w Brukseli dostaliśmy listę rodzin internowanych i więzionych opozycjonistów w Polsce. Na liście tej były imiona i nazwiska osób internowanych, jak również informacje o rodzinie potrzebującej pomocy: adres, ilość dzieci, ich wiek i płeć.

Jedna osoba, obecnie mieszkająca w Vancouver napisała:

”ja byłem jednym z odbiorców tego typu paczek – byliśmy wielodzietną rodziną i zastanawialiśmy się skąd jacyś Niemcy czy Kanadyjczycy znają nasze nazwisko?”

Moja żona razem z osobami pomagającymi w tej akcji, do każdej paczki wysyłanej pod konkretny adres, w miarę możliwości dobierała rzeczy pasujące dla konkretnej rodziny. Trochę były problemy, bo brakowało ubrań dla chłopców w pewnych przedziałach wiekowych. Ogólnie brakowało butów, kurtek zimowych i swetrów.  Do każdej paczki była dokładana czekolada, zakupiona ze zbieranych pieniędzy.

Dostawaliśmy listy z podziękowaniem od konkretnych osób i to nam dawało satysfakcję, że ktoś tej pomocy potrzebuje. Na przykład pani Wanda z Zabrza napisała:

„Państwa list bardzo nas ucieszył stanowi on, bowiem dowód na to, że nie jesteśmy sami, że rodacy, których los rozsypał po całym świecie nie zapominają o kraju ani o rodakach w nim pozostających. Pomoc, którą Państwo nam oferują jest dla nas na pewno bardzo ważna i potrzebna. Jesteśmy rozgoryczeni sytuacją, w jakiej znaleźliśmy się z mężem po jego powrocie z więzienia, absolutnie nigdzie nie może on dostać pracy, nasza sytuacja finansowa jest bardzo zła i do tego spotykają nas rozmaite inne przykrości. Wiele rodzin cierpi w milczeniu i do tej pory nie są i nie były objęte jakąkolwiek pomocą. Są to rodziny robotnicze, ludzie prości i szlachetni. Łączymy wyrazy szacunku dla solidarnych z krajem rodaków.”

Inną akcją, która nie wypaliła była zbiórka mydła. Z informacji przychodzących z polski wiedzieliśmy, że brakuje środków higieny osobistej. Ktoś wpadł na pomysł zbierania z hoteli małych kostek mydła, które były normalnie wyrzucane, bo każdy nowy gość hotelowy musiał mieć nowe opakowanie. Zebrano olbrzymią ilość takiego towaru i powstał problem wysyłki do Polski. Gdyby to chodziło o transport ze wschodu Kanady to może byłoby łatwiej, ale z Vancouver nad Pacyfikiem przekroczyło to sens.

Pomoc dla przybywających z kraju prześladowanych członków „Solidarności”.

W krótkim czasie po wprowadzeniu stanu wojennego zaczęli przybywać, bezpośrednio z Polski albo przez obozy w Europie, internowani i więzieni działacze, których władze PRL chciały się pozbyć. Nawiązywanie z nimi kontaktów było dość proste, bo prawie wszyscy sponsorowani przez rząd kanadyjski na pierwsze dwa tygodnie, byli zakwaterowani w hotelu „English Bay” przy ulicy Denman. Ktoś z naszej grupy zaglądał do tego hotelu i co ciekawsze osoby zapraszał do naszego towarzystwa. Potrzebowali oni pomocy, nie tyle materialnej, bo rząd kanadyjski dawał pewne zasiłki, przynajmniej tym, którzy byli sponsorowani przez rząd kanadyjski. Inni przybywali na indywidualne lub grupowe sponsorstwo np. organizacji lub kościołów kanadyjskich. Wszyscy oni potrzebowali informacji, co, gdzie i jak załatwiać? Jak i gdzie robić taniej zakupy? Poza tym po stresach, jakich doznali w Polsce potrzebowali oni normalnego życia.

Pamiętam jak jeden z młodszych działaczy „Solidarności”, wyrzucony z PRL przybył do Vancouver bezpośrednio z więzienia i od razu skontaktował się z naszą grupą. Kilka dni później była manifestacja na Robson Square. Dostał on do trzymania jakiś plakat na długim kiju. Widząc policjantów stojących obok, pewnie przypomniał sobie ZOMO tłumiące manifestacje w Polsce i odruchowo próbował on tym kijem uderzać policjantów. Musieliśmy mu tłumaczyć, że ci policjanci pilnują naszego bezpieczeństwa i nic nam nie grozi i nie trzeba z nimi walczyć.

Dla odstresowania, często braliśmy takie osoby na pikniki i kampingi, była to wspólna atrakcja i satysfakcja z pomagania innym. Takie formy pomocy były następną działalnością tej nieformalnej grupy Polaków, którzy już trochę dłużej mieszkali w Kanadzie. W niedługim czasie doszło do zawiązania form organizacyjnych.

23 czerwca 1983. Powstanie Towarzystwa Przyjaciół Solidarności w Vancouver (TPS)

Pierwsze organizacyjne spotkanie odbyło się w mieszkaniu Bożeny i Macieja Felsz, na które zaprosiliśmy trochę więcej osób z poza „Lukasowa”, które sprawiały wrażenie, że aktywnie będą uczestniczyć w realizacji postawionych celów. Część z nich faktycznie aktywnie włączyła się do działalności i później stanowiła trzon organizacji, ale część okazała się tylko dyskutantami i „doradcami”, jak trzeba było coś zrobić to ich nie było. Dlatego umowną listę tzw. 14 członków założycieli TPS pominę w tym opracowaniu.

Na zebraniu tym przyjęto deklaracje ideową:

„Towarzystwo Przyjaciół Solidarności w Vancouver powstało spontanicznie z inicjatywy nielicznej grupy osób, aby przede wszystkim udzielać pomocy ruchowi solidarnościowemu w Polsce. Członkiem naszego Towarzystwa może zostać każdy, komu ideały „Solidarności” są bliskie. Stawiamy jednak, na jakość a nie na ilość, na konkretne działania a nie na słowo bez pokrycia.”

Od momentu powstania TPS, działalnością organizacji kierował sekretariat w składzie: Maciej i Bożena Felsz, Piotr Jurkiewicz i ja Jerzy Kuśmider, jako skarbnik. Od 04 lipca 1983 roku zacząłem prowadzić księgę wpływów i wydatków. Nie będąc oficjalnie zarejestrowaną organizacją nie mogliśmy otworzyć kąta bankowego. Wszystkie pieniądze musiały być trzymane w gotówce lub na koncie prywatnym. W tej sytuacji bardzo przywiązywałem wagę do transparentności całej tej księgowości. Wzajemna kontrola najaktywniejszych członków założycieli działała bardzo dobrze. Mieliśmy do siebie zaufanie, ale na wszystkich dokumentach finansowych było zwykle po kilka podpisów osób weryfikujących i sprawdzających.

Mniejszy problem był z adresem pocztowym. W najbliższej poczcie opłaciliśmy wynajęcie skrzynki adresowej, na którą mogła przychodzić korespondencja.

W początkowym okresie oprócz mieszkańców „Lukasowa”: Bożeny i Macieja Felsz, Piotra Jurkiewicza, Wiesława Majchel, Bogdana Idzikowskiego, mojej żony Elżbiety i mnie najbardziej aktywni byli: Stanisława Małczyńska (kierowniczka Polskiego Programu Radiowego stacji CJVB, którego kierownictwo przejąłem latem 1984 roku: Polski Program Radiowy CJVB-1470 , Bolesław Wiliński Prezes KPK BC (1981-83 i dziesięć lat później 1992-94), Józef Stawecki (Prezes Polish Veterans Association in BC), prof. UBC Bogdan Czajkowski, Juliusz Borkowski, Elżbieta Fedyczkowska, Krzysztof Korczak, Iwona Karczmarczyk, Mariusz Pawlak, Witold Witkowski, Bożena Skowrońska, Piotr Bein, Kazik Kosiba, Adam Momot, Julian Twaróg i wielu innych.

Działalność Towarzystwa Przyjaciół Solidarności w latach 1983-85

4 lipca 1983. Niecałe dwa tygodnie po pierwszym spotkaniu założycielskim TPS, trafiła się dobra okazja demonstracji. Do Vancouver przyjechał doradca junty generała Jaruzelskiego, prof. Jerzy Wiatr, który miał prowadzić wykłady na Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej. Trzeba było przygotować jak najlepsze „powitanie” tak ważnego gościa, głównego „politruka” PZPR. Studenci uniwersytetu planowali jakąś formę protestu i nasza grupa została o tym poinformowana. Zdecydowaliśmy na odegranie scenki pałowania przez ZOMO, żeby w ten wizualny sposób pokazać Kanadyjczykom to, co działo się w Polsce. Ja przebrałem się za Zomowca a Wiesio Majchel grał pałowanego demonstranta solidarnościowego. Demonstracja miała mieć charakter pokojowy i władze uniwersytetu były powiadomione, dlatego nawet nie było problemu z wejściem do sali wykładowej, gdzie miał odbyć się pierwszy wykład profesora. Były też zaproszone media, którym jeszcze przed „spektaklem teatralnym” udzieliłem wywiadu wyjaśniając, co i dlaczego chcemy pokazać, bo mój mundur ZOMO budził w korytarzu ogólne zainteresowanie.

W Sali wykładowej przy ogólnym spokoju władz uniwersytetu odegraliśmy tą scenkę. Lokalny profesor UBC, który wcześniej przedstawił gościa, czekał z założonymi rękoma (patrz zdjęcie) a tylko prof. Wiatr wykrzykiwał swoje propagandowe teksty w stylu „politruka” PRL. Flesze reporterów błyskały a ja pałowałem, aż się tym „zmęczyłem”. W pewnym momencie jakiś prowokator, bo nie było to zaplanowane rzucił jajkiem w profesora. Spowodowało to szybką reakcje gospodarzy i grzecznie wyproszono nas z sali mówiąc, że już wystarczy i właśnie ma się rozpocząć wykład. Tylko prof. Wiatr zaczął wykrzykiwać swoje komunistyczne hasła o demokracji itp.

W mediach ukazało się dużo informacji o tym wydarzeniu. Lewicowa prasa bardzo eksponowała to nieplanowane jajko. My mieliśmy satysfakcje, że w dwóch głównych gazetach w Vancouver: „Sun” i „Province” napisano obszerne informacje o naszej demonstracji. Znalazły się one na drugiej i trzeciej stronie tych poczytnych gazet. Nigdy później tak wysoko nie doszliśmy.

Trzy tygodnie później odbyła się następna demonstracja przeciwko wizycie w Vancouver profesora Wiatra, ale już bez takiej oprawy.

10 lipca 1983. TPS zorganizowało wieczorek upamiętniający historyczną wizytę Jana Pawła II w Polsce.

05 sierpnia 1983. Do Vancouver przyjechał na bardzo krótko ksiądz ze Szwecji, który przywiózł film pt. „Jedno słowo prawdy” oparty na wypowiedzi A. Sołżenicyna wygłoszonej podczas odbierania Nagrody Nobla”. Potrzebna była sala na publiczną projekcje na następny dzień. Jeden telefon do kościoła i sprawa była załatwiona. Bez Internetu i Face Booka w ciągu jednego dnia tak zwaną „pocztą pantoflową” zawiadomiliśmy i przyszło ponad 60 osób na projekcje tego filmu. Szwedzki ksiądz protestancki, komentując film opowiadał też o sobie. W pewnym momencie powiedział, że jego żona, dzieci itp. Jak to usłyszał przysypiający, już w bardzo podeszłym wieku nasz ksiądz Joachim Michałowski, to ocknął się i bez komentarzy wyszedł, bo chyba coś mu nie pasował, żonaty ksiądz!

6 sierpnia 1983. TPS wysłało apel do uczestników Zgromadzenia Światowej Rady Kościołów: „Pamiętajcie o polskich robotnikach”.

7 sierpnia 1983. Podczas pikniku Kongresu Polonii Kanadyjskiej BC, TPS zorganizowało konkurs rysunkowy dla dzieci pt. „Solidarność w oczach dzieci”.

Zabawa z dziećmi była też formą promocji i realizacji celów działania Towarzystwa Przyjaciół Solidarności.

28 sierpnia 1983. Oddany został do druku pierwszy biuletyn TPS datowany na dzień rocznicy powstania „Solidarności” 31 sierpnia 1983. To pierwsze wydanie miało 8 stron formatu pełnej kartki papieru, plus dwie strony „dodatek nadzwyczajny”.

Skład opracowania tego biuletynu, porównując do obecnej techniki, był bardzo prymitywny. Teksty napisane były na maszynie, do których doklejone były wycinki i obrazki z innych źródeł. Jak na tamte czasy i nasze możliwości było to duże osiągnięcie, Robiono, co było możliwe, dla uatrakcyjnienia grafiki, już po wydrukowaniu, ręcznie domalowywano czerwony kolor na polskiej fladze umieszczonej w logo. Ksiądz Musielski proboszcz Polskiej Parafii w Vancouver pomógł w wydrukowaniu tego biuletynu.

Następne cztery wydania były już skromniejsze, format był znacznie mniejszy, bo tylko połowa kartki „Legal”.

Dystrybucja biuletynu odbywała się różnymi drogami, między innymi rozdawany był przed polskim kościołem. (Na zdjęciu Bożena Felsz i Elżbieta Kuśmider)

W tym samym dniu w niedzielę 28 sierpnia 1983 dla upamiętnienia rocznicy porozumień sierpniowych NSZZ „Solidarność”, w polskim kościele odbyła się uroczysta msza święta a potem przejazd samochodami przez miasto do Robson Square, gdzie TPS wraz z KPK zorganizowało demonstrację.

Tym razem wcześniej pałowany Wiesio „awansował” i grał samego generała Jaruzelskiego.

Wiesio, jako „generał” w asyście ZOMO, stał dumnie z „kałasznikowem” i miał okazję „wydać rozkaz” pałowania mojej osoby, bo tym razem ja byłem demonstrantem. W ten sposób trochę bawiąc się, obrazowo pokazywaliśmy Kanadyjczykom sytuację, jaka była w Polsce.

O lewicowym nastawieniu w Vancouver pisałem wcześniej. Lokalne związki zawodowe próbowały w swojej działalności skierowanej przeciwko Rządowi Kolumbii Brytyjskiej, wykorzystywać ruch „Solidarności” w Polsce i używali nazwy „Solidarity”. Przeciw temu trzeba było sprzeciwiać się.

Na manifestacji tej Bolesław Wiliński wyjaśnił, dlaczego nie można porównywać tych spraw. Zostało to opublikowane też w Biuletynie TPS Nr. 2.

Wieczorem odbyło się okolicznościowe spotkanie, na którym uczestnicy sierpniowych strajków opowiadali swoje wspomnienia.

Kilka dni później była następna okazja do demonstracji, bo 1 września 1983 sowiecki myśliwiec zestrzelił koreański samolot pasażerski KAL007. Zginęło wtedy 269 osób na jego pokładzie. Demonstrację tą zorganizowali Koreańczycy mieszkający w Vancouver.

Przygotowaliśmy dużo różnych plakatów i znowu na Robson Square zebrała się duża grupa demonstrantów. Imigranci z Afganistanu i Polonia wspólnie demonstrowali przeciwko zaborczej i totalitarnej polityce sowieckiej.

Na transparentach były różne hasła: Na przykład, odezwa do premiera Trudeau: „czy nie myślisz, że już czas zamknąć lotnisko w Gander dla sowieckich morderców? (w tym czasie sowieckie samoloty lecące na Kubę lądowały na terytorium Kanady w celu tankowania paliwa). Było też ostrzeżenie: „Ty też możesz być następną ofiarą rosyjskich morderców”, było to w celu zwrócenia uwagi, co może również czekać Kanadyjczyków.

Nasza polska grupa była bardziej widoczna niż koreańscy organizatorzy demonstracji.

6 września 1983. Rozpoczęła się akcja wysyłki paczek świątecznych dla dzieci w Polsce. TPS w tym czasie pomagało 15 rodzinom w Polsce, których adresy były przysłane z ośrodka „Solidarności” w Brukseli. Wysłano do nich 15 paczek o łącznej wadze 125,5 kg. Paczki te zawierały głównie odzież, w miarę możliwości dopasowaną do wieku i płci dzieci i dodatkowo tabliczkę czekolady. Mieczysław Latek właściciel firmy A&A Export and Import, zaoferował ulgową opłatę za przesyłkę tych paczek, jeden dolar za kilogram. Dodatkowo, do czterech rodzin z tej samej listy opłacono 4 paczki po 1 kg kawy, które zostały doręczone adresatom z centrali Pekao w Polsce.  

18 września 1983. Projekcje filmu pt. „Robotnicy 80”. Ktoś załatwił taśmę video tego filmu, ale potrzebny był odtwarzacz, którego nikt ze znajomych w tamtych czasach jeszcze nie posiadał. Trzeba było wynająć z wypożyczalni. Było to możliwe jedynie w transakcji wiązanej z pożyczeniem jakiejś taśmy. Trafiła się nam taśma z serii porno, bo takie były wtedy modne i najwięcej ich było w tej wypożyczalni. Na publicznej projekcji już nie robiliśmy „wiązanej transakcji” dwóch filmów, a szkoda, bo może dostalibyśmy więcej dotacji i dochód z bufetu byłby większy. W sumie po zapłaceniu wynajmu projektora i zakupów do bufetu wyszliśmy prawie zero i to tylko, dlatego, że od weteranów jak zwykle mieliśmy salę za darmo.

4 października 1983. Wysłano petycję, podpisaną przez 80 osób, do Kongresu Stanów Zjednoczonych w sprawie anulowania układów jałtańskich.

7 października 1983. Wojciech Fibak znany polski tenisista przyjechał na zawody w Vancouver, które odbyły się w BC Place. Z tej okazji TPS zorganizowało z nim kameralne spotkanie w sali Polish Veterans Association in BC Spotkanie to o mało, co nie odbyłoby się, ponieważ kolega, który miał przywieść sportowca na nasze umówione spotkanie, znalazł się w trudnej sytuacji, bo ktoś inny próbował w podstępny sposób zabrać sportowca. Podczas takich spotkań i przy każdej innej okazji zbierano fundusze na działalność, wpływy były raz większe raz mniejsze. Tym razem do puszki zebrano CAD 9.00 a z bufetu wpływ był CAD 17.30 a na zakup produktów wydano CAD 13.05. Piszę to dla przykładu, że nie zawsze dochód był najważniejszy. Sama idea działania i promowania towarzystwa była priorytetem.

Elżbieta Kuśmider i Bożena Felsz obsługiwały bufet podczas imprez w gościnnej sali PVA.

6 Listopada 1983. TPS zorganizowało koncert Jacka Kaczmarskiego. Jak napisano w biuletynie: „Koncert J. Kaczmarskiego był wielkim przeżyciem dla wszystkich, którzy wzięli w nim udział, dając dowód, że pragną uczestniczyć w tym, czym obecnie żyje naród polski”.

Udział w koncercie stanowił również konkretną pomoc materialną dla kraju, gdyż dochód z niego był przekazany dla walczącej Polski. Tym razem była to dość duża suma. Patriotyczna twórczość, Jacka Kaczmarskiego była dużym impulsem do dalszej działalności organizacji.

Po koncercie grupa organizatorów spotkała się u mnie w domu. Opowieści i dyskusje przy drinku trwały prawie do białego rana, aż osuszył się nasz dobrze zaopatrzony barek. Akurat w tym czasie był strajk wszystkich sklepów monopolowych w BC i z odbudowaniem barku musiałem poczekać do końca strajku albo odwiedzin w pobliskim stanie Washington, USA.

11 grudnia 1983. W niedzielę, dla upamiętnienia rocznicy stanu wojennego, z inicjatywy TPS została odsłonięta w polskim kościele tablica pamiątkowa dla uczczenia wszystkich pomordowanych w czasie stanu wojennego.

Tablica została wykonana z twardego drewna a na niej plakietki z nazwiskami 52-ch zamordowanych osób i napis: „TYM, KTÓRZY ZGINELI W OBRONIE DEMOKRACJI W OKRESIE STANU WOJENNEGO W LATACH 1981-1983 POLACY Z VANCOUVER 13 GRUDNIA 1983”

Tablice ufundowały organizacje polonijne z Vancouver. Następnego dnia w lokalnej prasie ukazały się relacje z odsłonięcia tablicy i konferencji prasowej, w której brali udział internowani z Polski. Polonijna gazeta „Echo Tygodnia”, 24 grudnia również zamieściła obszerną informacje o tym wydarzeniu.

Ja osobiście instalowałem tą tablicę na ścianie, wewnątrz kościoła, zaraz przy wejściu. Zachodziła obawa, że agentura PRL może próbować ukraść ją i dlatego użyłem specjalnego sposobu zamocowania. Ukryte w ciekawy sposób długie śruby uniemożliwiały jej odkręcenie. Widać, że dobrze to działało, bo przez prawie 40 lat, pomimo kilku remontów nie udało się nikomu jej zdemontować. Chyba tą tajemnicę zabiorę do grobu. Proszę zwrócić uwagę, że na powyższym zestawieniu kosztów, oprawienie tablicy kosztowało tylko CAD 2.59. Wszystko, co było możliwe robiliśmy społecznie. w tym wypadku potrzebne były jakieś śrubki, które specjalnie w tym celu kupiłem. Ja w tym czasie budowałem swój jacht Varsovia budowa i miałem pełny zestaw narzędzi i dużo materiałów, które nie raz przydawał się do różnych prac np. przygotowywanie transparentów na demonstracje.

13 grudnia 1983. TPS zorganizowało spotkanie dyskusyjne na temat sytuacji politycznej w Polsce i na świecie, które odbyło się w budynku Polish Veterans Association in BC .

Spotkanie w kameralnej atmosferze przy świecach przygotował i prowadził profesor Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej Bogdan Czaykowski.

Boże Narodzenie 1983

This image has an empty alt attribute; its file name is 21a-tps-na-wesolo.jpg
Oprócz poważnej działalności, potrzebna była też zabawa, coś na wesoło. Przy świątecznej choince odbyło się pasowanie na członka Towarzystwa.

13 stycznia 1984. Na antenie Polskiego Programu Radiowego w Vancouver została nadana pierwsza z miesięcznych audycji radiowych przygotowanych przez TPS.

16 marca 1984. Odbyło się spotkanie z Jerzym Mincem, doradcą rządu francuskiego w sprawach Europy wschodniej, ekspertem do spraw „Solidarności”.

14 kwietnia 1984. Nawiązano kontakty z grupą byłych internowanych mieszkających w Seattle. https://archive.polishhome.org/Solidarity.htm

06 maja 1984, zaprezentowali oni w Vancouver wystawę pamiątek, przedmiotów i dokumentów przywiezionych z Polski przez byłych więźniów stanu wojennego. Podczas tej wystawy zebrano dotacje w sumie CAD 101.75.

20 maja 1984. Odbył się koncert w wynajętej sali teatralnej w Langara College. Jerzy Kopczewski „Bułeczka”, aktor krakowskiej „Piwnicy pod Baranami”, kilkakrotnie odwiedzał Vancouver przedstawiając interesujące spektakle jednego aktora. Zadebiutował on wcześniej sztuką pood tytułem: „Konopielka”, przedstawionej w sali kościelnej. Sztuka ta bardzo przypadła do gustu vancouverskiej widowni.

Tym razem „Bułeczka” zaprezentował inny spektakl pt. „Colas Breugnon”.

Po zapłaceniu wynajmu sali, honorarium dla wykonawcy i innych kosztów, dochód wyniósł CAD 310.79.

Później, po wielu latach Jerzy Kopczewski zamieszkał w Vancouver i założył Teatr Polski.

13 lipca 1984 Demonstracja na Robson Square. Jak zwykle podczas wszystkich okazji były zbierane dotacje do puszki, tym razem cały dochód CAD 120.78 został wysłany do „Kultury” w Paryżu. Ten ośrodek literacki wspierał ruch „Solidarności” w Polsce i w tamtych czasach był uważany za wiarygodne miejsce do przekazywania pomocy dla kraju. Z perspektywy czasu ta „wiarygodność” może być bardzo dyskusyjna. Od początku działalności TPS do września 1985 roku, to znaczy do końca pełnienia przeze mnie funkcji skarbnika i oficjalnego zarejestrowania organizacji, w sumie zostało przekazane do paryskiej „Kultury” CAD 1,801.50, w ośmiu przesyłkach.

Chciałbym zwrócić uwagę na bardzo szczegółowe rozliczanie wszystkich, nawet małych wpływów i wydatków. Ja, jako skarbnik prowadziłem bardzo szczegółową księgowość, kontrolowaną i każdorazowo podpisywaną przez kilku aktywnych członków założycieli TPS.

Proszę zwrócić uwagę na pomyłkę 30 centów, co musiało być specjalnie odnotowane w naszym raporcie.

01 września 1984. Demonstracja na granicy USA i Kanady.

Towarzystwo Przyjaciół Solidarności współpracowało też z polonią i Domem Polskim w Seattle w stanie Washington. Dla upamiętnienia rocznicy powstania „Solidarności” 1 września 1984 roku zostało zorganizowane wspólne spotkanie i demonstracja polonii kanadyjskiej i amerykańskiej w parku na granicy.

Park ten położony jest po dwóch stronach granicy. Można tam było dojechać i wejść z jednej lub drugiej strony bez żadnej kontroli granicznej i wspólnie piknikować. Teoretycznie można byłoby w ten sposób dosłownie i w przenośni przejść przez „zieloną granicę”. Główna część wspólnego spotkania odbywała się po stronie USA, z bardzo prostego powodu, bo tam w parku można było pić piwo a po stronie kanadyjskiej był zakaz. Rodacy ze Seattle przywieźli duże zaopatrzenie i było wesołe piknikowanie.

Miejsce tego spotkania i demonstracji było wyjątkowo dobre, bo było bardzo widoczne i eksponowane dla przejeżdżających przez granicę Kanadyjczyków i Amerykanów.

Na trawniku pod „Pace Arch”, czyli łukiem pokoju pomiędzy przeciwnymi pasami dwóch kierunków ruchu, takie duże zgrupowanie ludzi było bardzo widoczne. Kierowcy dojeżdżający do bramek granicznych zwalniali lub musieli zatrzymywać się w kolejce. Mieli, więc czas na czytanie haseł na transparentach oraz słuchania przemówień i głoszonych haseł manifestantów.

To było pierwsze spotkanie na granicy. W następnych latach takie spotkania były powtarzane,

18 września 1984. Był wielkim wydarzeniem w Vancouver, szczególnie dla całej Polonii. Jan Paweł II przybył z wizytą do Vancouver

Polish Pope Visit 1984
Ojciec Święty przejeżdżając obok polskiego sektora na lotnisku w Abbotsford pobłogosławił rodaków.
Polonia welcomes Polish Pope
Było bardzo dużo polskich flag i transparentów z symbolami „Solidarności”
Elżbieta Nestorowicz – Prezes KPK BC oraz Elżbieta Fedyczkowska i Jerzy Kuśmider działacze TPS.

Kongres Polonii Kanadyjskiej BC koordynował przygotowania wszystkich organizacji do tej wizyty. Między innymi zostala przeprowadzona zbiórka na dar dla Ojca Świętego w postaci artystycznie wykonanego gobelinu.

W tym uroczystym dniu były dwa publiczne spotkania z Ojcem Świętym. Msza święta na lotnisku w Abbotsford i ceremonia na stadionie BC Place. Na lotnisku KPK BC zarezerwował olbrzymi sektor dla Polaków.

W tym czasie kierowałem już Polskim Programem Radiowym w Vancouver i w związku z tym miałem akredytacje medialną. Mogłem poruszać się po wszystkich sektorach i przeprowadzać wywiady z różnymi osobami. Na zdjęciu wywiad z Bogdanem Idzikowskim, który opowiadał o udziale TPS w tym wydarzeniu. Mogłem też specjalnym autobusem prasowym dojechać na ceremonie na stadionie BC Place, bo jadąc normalnym transportem nie było szans być obecnym w tych dwóch miejscach odległych o prawie 100 km i dogonić Ojca Świętego, który przeleciał helikopterem.

29 października 1984. Do Vancouver dotarła wiadomość o męczeńskiej śmierci księdza Popiełuszko zamordowanego przez Służby bezpieczeństwa PRL. Z tej okazji odbyła się spontaniczna manifestacja.

22 lutego 1985. Jerzy Kopczewski „Bułeczka”, aktor krakowskiej „Piwnicy pod Baranami” ponownie odwiedził Vancouver i w wynajętej sali teatralnej w Langara College zaprezentował następny spektakl teatralny.

29 marca 1985. Oficjalna rejestracja Towarzystwa Przyjaciół Solidarności w Vancouver („Association of Friends of Solidarnosc”)

Po dwóch latach nieformalnej działalności towarzystwa organizacja została oficjalnie zarejestrowana w rejestrze Prowincji Kolumbii Brytyjskiej. 29 marca 1985 roku prezesem został Bogdan Idzikowski.

Zatwierdzony statut organizacji określał cele działania:

– zaznajamianie społeczeństwa kanadyjskiego z wkładem NSZZ „Solidarność” na rzecz demokratyzacji życia w Polsce;

– utrzymywanie łączności z narodem polskim;

– propagowanie ideałów NSZZ „Solidarność”, jako ruchu społecznego działającego na rzecz podstawowych praw człowieka;

– obrona dobrego imienia narodu polskiego i szerzenie prawdy historycznej o Polsce;

– krzewienie, pogłębianie i rozszerzanie kultury polskiej w oparciu o tradycję oraz myśl polską.

Oficjalna rejestracja organizacji zmieniła charakter działalności, bo więcej czasu zajmowały wtedy sprawy administracyjne. Spontaniczność działania na bazie, której powstało TPS przestała praktycznie istnieć.

Niektóre osoby z zarządu, szczególnie po spotkaniu na granicy gdzie uzyskaliśmy CAD 365,26 dochodu, uznały, że jest za dużo pieniędzy w kasie TPS i zaczęły forsować koncepcje wyzbywania się kasy.

Moja koncepcja utrzymywania funduszu operacyjnego umożliwiającego pozyskiwanie nowych środków nie znalazła poparcia większości. Wcześniej bywało tak, że organizując jakąś imprezę, na ulotki, plakaty zakup produktów do bufetu itp. indywidualne osoby zakładały pieniądze żeby potem długo czekać na zwrot, co oczywiście zniechęcało ich do takich „inwestycji”. Pomimo mojej argumentacji, zadecydowano na wysłanie kolejnego przekazu pieniężnego do paryskiej „Kultury”, tym razem, aż CAD 500.00 i na taką sumę 24 września wypisałem czek. Dla porównania dodam, że na Skarb Narodowy Rządu Rzeczypospolitej Polskiej w Londynie, który bardzo wspierał ruchy niepodległościowe w Polsce, w ciągu całej działalności TPS wysłano tylko CAD 10.00 (słownie: dziesięć dolarów). To porównanie dla ludzi bardziej zaznajomionymi z tematem daje dużo do myślenia.

W tej sytuacji zdecydowałem zrezygnować z pełnienia funkcji skarbnika.

25 kwietnia 1985 roku, to jest wkrótce po oficjalnej rejestracji organizacji, komisja rewizyjna w składzie Józef Stawecki i Juliusz Borkowski sprawdziła wszystkie moje księgi finansowe od początku działalności. 29 listopada 1985 roku to jest przed wybraniem nowego skarbnika, druga komisja w składzie: Józef Stawecki, Bolesław Wiliński i Maciej Felsz sprawdziła końcowe rozliczenie finansów nie stwierdzając żadnych zastrzeżeń. W tym momencie przekazałem balans wpływów i wydatków na ten dzień w sumie CAD 332.38. Nowy skarbnik, mógł otworzyć oficjalne konto organizacji i dalej prowadzić rozliczenia finansowe TPS.

Na jednym z kolejnych późniejszych zebrań, w którym uczestniczyłem już, jako zwykły członek dyskutowano więcej na temat, gdzie by tu jeszcze wydać pieniądze, niż co zorganizować i jak zdobyć fundusze na dalszą działalność i pomoc „Solidarności” w Polsce. Na przykład pytano, komu by wysłać paczkę do Polski. Na moje pytanie: czy zostały wysłane paczki dla rodzin represjonowanych w Polsce, których wiarygodne listy otrzymaliśmy z centrum w Brukseli i moja żona Elżbieta zajmowała się wysyłką i korespondencją z tymi rodzinami? Część osób zareagowała uśmiechem i dalej dyskutowano tylko gdzie i jak rozprowadzić fundusze.

W tym okresie coraz bardziej widać było różnego typu intrygi i próby rozbijania patriotycznej działalności Polonii. Pojawiły się różnego typu sprawy personalne, co niewątpliwie było inspirowane przez agenturę, bezpośrednio lub pośrednio przez osoby, które dawały się „podpuszczać”. Działo się to nie tylko w Vancouver, ale również w ośrodkach emigracyjnych działających w różnych krajach. Agentura PRL stała się bardzo aktywna w swoich działaniach. Np. nieznany w Polonii osobnik, zupełnie niepytany zagadywał pod polskim kościołem przypadkowe osoby mówiąc, że Lech Wałęsa był agentem Służb Bezpieczeństwa. W tamtych czasach przeciętnemu działaczowi trudno było w to uwierzyć. W ten sposób działające w Vancouver PRL-owskie służby, posługując się informacjami prawdziwymi lub nie oczerniały wybrane osoby. Różnego typu „fałszywki” skutecznie rozbijały organizacje i polonijne wsparcie „Solidarności”. Więcej na ten temat można czytać w biuletynie TPS numer 4.

Artykuł na temat „fałszywek” rozpowszechnianych w różnych polonijnych mediach.

Dla bardziej zainteresowanych tym tematem polecam opracowania naukowe:

1) „Solidarność” w cieniu Klonowego Liścia. Postawy polityczne Kanady wobec PRL w latach 1980–1989 (z uwzględnieniem działań Kongresu Polonii Kanadyjskiej) [w:] Polonia kanadyjska: przeszłość i teraźniejszość”. Red. W. Gliński, Warszawa 2016, s. 147–173: „Solidarność” w cieniu Klonowego Liścia – Postawy polityczne Kanady wobec PRL w latach 1980-1989

2) „Solidarność”, „Zachód” i „Węże”. Służba Bezpieczeństwa wobec emigracyjnych struktur Solidarności 1981–1989″. Red. P. Pleskot, Warszawa 2011, 536 stron: „Solidarność” Zachód i Węże. Służba Bezpieczeństwa wobec emigracyjnych struktur Solidarności 1981-1989

***

O dalszej działalności Towarzystwa Przyjaciół Solidarności nie mogę zbyt dużo pisać, bo wyłączyłem się z działania w tej organizacji. Pojawiły się nowe osoby i zmieniła się forma aktywności.

31 sierpnia 1985. Odbyło się następne spotkanie i demonstracja na granicy USA i Kanady.

08 lutego 1986. TPS zorganizowało „Zabawę Karnawałową”.

23 sierpnia 1986. Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu, czyli Międzynarodowy Dzień Czarnej Wstążki. Z tej okazji w niedzielę 24 sierpnia w estońskim kościele w Vancouver została odprawiona uroczysta Msza Święta, w której udział wzięła liczna Polonia i członkowie TPS.

30 sierpnia 1986. Odbyło się kolejne, można powiedzieć, że już tradycyjne spotkanie i demonstracja na granicy USA i Kanady.

Tym razem przygotowano nawet scenę z której lepiej było widać przemawiające osoby.

Podczas tego spotkania było wspólne piknikowanie, zabawy i zawody przeciągania liny, Polonia ze Seattle kontra Polonia z Vancouver. Jak zwykle podczas takich imprez zbierano pieniądze na pomoc represjonowanym rodzinom działaczy „Solidarności” w Polsce.

Nie pamiętam i nie mam wiadomości, czy w kolejnych latach odbywały się takie spotkania na granicy. Jedynie na stronie internetowej KPK BC można przeczytać informacje i zobaczyć zdjęcie, chyba ostatniego spotkania, ktore odbyło się:

1 września 1990.

Solidarnosc 1990
Spotkanie Polonii z Vancouver i Seattle na granicy USA i Kanady w Parku Peace Arch, zorganizowane dla upamiętnienia rocznicy powstania „Solidarności”. 1 września 1990.

CJVB-Radio i Towarzystwo Przyjaciół Solidarności.

Od stycznia 1984 roku Towarzystwo Przyjaciół Solidarności raz na miesiąc przygotowywało na antenie Polskiego Programu Radiowego w Vancouver kilkunastominutowe audycje. Wykorzystywano do tego materiały z Paryża, Londynu i Nowego Jorku oraz z innych dostępnych źródeł, nie zawsze zbyt wiarygodnych, bo nie było wtedy Internetu i ciężko było z weryfikacją informacji.

Współpracownicy programu radiowego., z lewej strony działacze TPS: Jerzy Kuśmider, Witold Witkowski, Bogdan Idzikowski. Z prawej Toni Jochlin i Stasia Małczyńska.

Programem tym kierowała Stasia Małczyńska. Matka czworga małych dzieci pracująca zawodowo na pełny etat, a program radiowy był jej pracą społeczną w każdą niedzielę. Oprócz tego udzielała się w TPS i innych organizacjach. W sierpniu 1984 roku zrezygnowała i przekazała mi kierowanie programem. Miałem wtedy trochę więcej czasu, bo byłem na bezrobociu. Pracy dla inżynierów brakowało, bo Kanada przechodziła bardzo głęboki kryzys gospodarczy. Mając więcej czasu zaangażowałem się do tej społecznej pracy radiowej.

Więcej o tym programie piszę na stronie: Polski Program Radiowy CJVB-1470

W tej sytuacji musiałem ograniczyć moje zaangażowanie w działalność TPS. Zbyt dużo czasu zajmowała mi walka o zdobywanie funduszy na opłacenie czasu antenowego. Moja antena zawsze była dostępna dla promowania spraw TPS, ale oczekiwałem na przygotowywanie takich audycji przez inne osoby, członków organizacji. Trochę zajął się tym Juliusz Borkowski i Bogdan Idzikowski, który w pewnym okresie przygotowywał też ogólne wiadomości z Polski i świata.

Program, którym kierowałem w tamtych czasach był jedynym polskojęzycznym środkiem przekazu medialnego w Vancouver. Nie było żadnej gazety, innego radia lub telewizji. Polonijne media, które działały wcześniej, przestały istnieć a inne zaczęły powstawać dopiero później. Jedynie sporadycznie ukazywały się jakieś ulotki, reklamówki lub biuletyny jak np. wspomniany Biuletyn Towarzystwa Przyjaciół Solidarności.

Z tych powodów byłem w gestii szczególnego zainteresowania PRL-owskiej agentury. Zgłaszali się do mojego programu chętni do współpracy, niektórych rozpoznawałem dość szybko, ale w sumie uznałem, że łatwiej trzymać współpracownika rozpoznanego i kontrolować go niż przyjmować nowych do rozpoznawania, bo sam nie byłem w stanie zrobić wszystkiego. Na wybieranie, zatrudnianie i płacenie pracownikom nie było funduszy, bo z trudem pozyskiwałem środki na opłacenie czasu antenowego.

Po pewnym czasie kierowania programem, zaczęły się różnego typu intrygi, oczernianie itp. Towarzystwo Przyjaciół Solidarności, niewątpliwie było też w gestii zainteresowania służb PRL. Doszło do sytuacji, że zaczęto ode mnie wymagać, żebym ja sam opracowywał wszystkie audycje promujące organizacje i jej działalność, bo jestem członkiem tej organizacji. To, że antena programu była zawsze dostępna, nie wystarczało tym osobom. W tej sytuacji musiałem zrezygnować z członkostwa Towarzystwa Przyjaciół Solidarności.

Wszystko to co spowodowało, że wielu aktywnych działaczy, którzy zakładali TPS przestało udzielać się i byli bardzo zażenowani taką sytuacją. Organizacja powoli zaczynała zamierać. Polskim Programem Radiowym CJVB kierowałem do lipca 1990 roku, czyli do czasu historycznej przemiany w Polsce.

Żeglarstwo i Towarzystwo Przyjaciół Solidarności.

To porównanie dla niektórych może wydać się trochę dziwne. Wbrew pozorom ma jednak dużo wspólnego. Tak jak pisałem wcześniej, zaraz po przyjeździe do Vancouver zacząłem działalność polonijną i właśnie żeglarstwo w dużej mierze ułatwiało mi kontakty międzyludzkie. Wielu poznanych w tamtych czasach żeglarzy, którzy znaleźli się w Vancouver zainteresowało się działalnością TPS i odwrotnie działacze patriotyczni zainteresowali się żeglarstwem. Już po kilku miesiącach pobytu w Vancouver zacząłem budowę mojego jachtu. Przy tej okazji nawiązałem kontakty z żeglarzami, którzy trochę pomagali mi przy budowie, ale również pływaliśmy razem na innym jachcie należącym do kolegi, który mieszkał daleko od Vancouver. Ja pomagałem w zbieraniu załogi i kapitanowałem na tym jachcie. Wśród działaczy TPS znaleźli się chętni do pływania i odwrotnie poznawani żeglarze włączali się w działalność TPS.

Zdjęcie od lewej: 1) budowa „Varsovii”, Adam Momot (działacz TPS, zobacz wcześniejsze zdjęcia – podczas demonstracji przedstawiał ZOMO) i ja. 2) Koledzy z TPS pomagają przy wodowaniu. 3) Piotr Jurkiewicz – późniejszy prezes TPS), i ja autor tego opracowania w akcji pod żaglami na jachcie „Cracovia”.

Był to ciekawy i interesujący okres dla wielu nowoprzybyłych Polaków. Z dala od kraju i problemów, jakie istniały w Polsce mogliśmy tworzyć nowe życie. Ogólnie mówiąc żeglarstwo i działalność wspierająca ruch „Solidarność”, w pewnym sensie łączyła się.

Koniec działalności Towarzystwa Przyjaciół Solidarności w Vancouver

Można powiedzieć, że w pewnym sensie symbolicznym zakończeniem działalności było błogosławieństwo Jana Pawła II.

1 września 1989 roku Ojciec Święty Jan Paweł II udzielił Błogosławieństwa dla Towarzystwa Przyjaciół Solidarności w Vancouver.

Towarzystwo Przyjaciół Solidarności w Vancouver, razem z 46 organizacjami w 13 krajach wspierającymi ruch „Solidarności”, było zarejestrowane w Conference of Solidarity Support Organizations (CSSO)

https://en.wikipedia.org/wiki/Conference_of_Solidarity_Support_Organizations

Organizacja ta zakończyła swoją działalność na zjeździe w Krakowie, który odbył się w dniach 15-16 sierpnia 1992 roku. Po przemianach społeczno-politycznych w Polsce i zburzeniu Muru Berlińskiego, zmieniła się sytuacje. Uznano, że dalsza działalność w tej formie jest niepotrzebną. Mniej więcej w tym samym czasie Towarzystwo Przyjaciół Solidarności w Vancouver i wszystkie podobne organizacje zakończyły swoje działalności.

W 25 rocznicę ruchu „Solidarność”, w Vancouver odbyła się uroczystość zorganizowana przez Konsulat RP w Vancouver i Zdzisława Radomskiego ostatniego prezesa i działacza TPS. Zaproszono na to spotkanie byłych więźniów politycznych i internowanych oraz kilku działaczy TPS z tamtych lat. Konsul Generalny RP Krzysztof Czapla wręczył nam kwiaty i symboliczne upominki. Dla mnie było to pewną symboliczną satysfakcją i podziękowaniem za moje wcześniejsze zaangażowanie.

Od lewej Zdzisław Radomski, Jerzy Kuśmider, Zbigniew Markiewicz, Artur Michalski, Konsul Krzysztof Czapla, Piotr Zabielski, Zofia Pezowicz – Photo Michał Radoszewski.

Konkluzja:

Na koniec powstaje dyskusyjne pytanie: „Czy warto było….?” Nie odpowiem wprost, tylko posłużę się pewnymi przykładami:

Jeden z kolegów, aktywny działacz TPS z tamtych lat, który jako nastolatek był prześladowany i przyjechał do Vancouver bezpośrednio z więzienia, kilka lat temu odwiedził on Polskę. Jego matka opowiedziała mu historię. Żeby dorobić do skromnej emerytury pracowała spisując stan liczników za energie elektryczną. Na jednym eleganckim domu zauważyła na skrzynce listowej napis z imieniem i nazwiskiem oficera Służby Bezpieczeństwa, który wielokrotnie przesłuchiwał ją i jej synów walczących w „Solidarności”. Z ciekawości zadzwoniła. Wyszedł do bramy mężczyzna, który od razu rozpoznał ją i przywitał po nazwisku, które jak widać też dobrze pamiętał. Spojrzał na biedną kobietę dorabiającą do emerytury i z uśmiechem zapytał:, „Komu to się opłacało? Jak się pani żyje?”. Nie czekając na odpowiedź dodał „mnie bardzo dobrze”…!

Kolega ten odwiedzając Polskę spotkał też innego byłego działacza z grupy TPS, który obecnie bardzo zaangażował się w działalność polityczną, ale diametralnie z innej strony. Na pytanie „Czy o to, my walczyliśmy?”. Tamten uśmiechnął się i nic nie odpowiedział.

Ciekawą refleksję napisała po latach osoba, do której TPS wysłało wtedy paczkę:

„Jakże stare czasy. Chyba, mimo wszystko, dobre czasy. Byliśmy razem, „wróg” był lepiej czytelny, mieliśmy nadzieję, i młodzi i starsi. Czas gonił, życie nie było łatwe, brak było towarów, brak było pieniędzy, ale wspaniała była solidarność, pomoc wzajemna tutaj, wsparcie od ludzi spoza granic Polski, Polaków i nie tylko. Paczki z zagranicy były, więc naprawdę pomocne pod wieloma względami. Ułatwiały nieco życie codzienne, dawały radość, że nie jesteśmy sami – my poszczególni ludzie i sprawa, o którą walczyliśmy. Dawały nadzieję, że świat rozumie jak ważne jest nasze wyzwolenie z komuny. Tak to pamiętam.

Dzisiaj całkowicie podzielam swoje odczucia i opinie z lat 80-tych. Trzeba starać się zrozumieć, trzeba pomagać, wspierać, okazywać życzliwość. Szkoda, że sporo z ludzi Solidarności lat 80-tych bardzo się zmieniło, zaczęło sobie cenić zupełnie inne wartości. Dzięki dla p. Jurka Kuśmidera, że zbiera relacje, wspomnienia z tamtych lat. Historia jest prawdziwa, tylko krzykacze pokazują ją w krzywym zwierciadle. Hanna Klażyńska, matka córki – rocznik „80”.”

To jest wielki dylemat pokoleń i historii. Byłem wtedy młody pełny energii, zaczynałem życie w nowym kraju, gdzie wszystko było inne niż w Polsce, w której wyrosłem i wykształciłem się. Przy okazji działalności: polonijnej, społecznej i patriotycznej poznałem dużo różnych ludzi. Na szczęście więcej było tych wartościowych, wspaniałych, z którymi znajomość i przyjaźń pozostała przez długie lata, aż do chwili obecnej. Dało mi to możliwość stworzenia na emigracji swojego własnego świata, aktywnego życia osobistego i zawodowego. Pomimo, że już od kilku lat jestem na tzw. emeryturze to nadal pracuję. Moimi klientami nadal są ludzie, których poznałem w tamtych latach.

Satysfakcją dla mnie, jest uznanie i zaufanie społeczne, jakie wypracowałem przez lata, co również ma odbicie w różnych wyróżnieniach. Odznaczenia i wyróżnienia, między innymi Złoty Krzyż Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej

Ogólnie mówiąc nie żałuje tego czasu i tej działalności, bo czuję, że dołożyłem swoją małą cegiełkę to ważnej sprawy w życiu narodu polskiego i nie zmieniłem swoich przekonań tak jak to zrobiło wielu innych.

Może po przeczytaniu tego opracowania odezwą się osoby, które chciałyby coś dodać. Nie jest to książka, której skład został zamknięty i oddany do druku. W każdej chwili na tej stronie internetowej mogę wprowadzić pewne uzupełnienia i korekty. Dlatego zachęcam wszystkich do zaglądania od czasu do czasu, na ten wpis, bo mogą pokazać się nowe informacje i fotografie.

Tekst: Jerzy Kuśmider

Vancouver, BC. Styczeń 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone. Publikowanie całości lub fragmentów tekstu, bez pisemnej zgody autora zabronione.

Udostępnianie linku do tej strony na innych portalach mile widziane.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s